utworzone przez Magdalena Pfeifer | lut 14, 2019 | Aktualności, Kilka Słów o...
Zerwij owoc z Drzewa Miłości!
Oby Przyniosło Wam szczęście! To moja Walentynka dla Ciebie.
Dla każdego z Was. Przede wszystkim dla tych jednak, którzy nie mają pary.
Walentynki to jeden z
najtrudniejszych dni w roku. Sztucznie
rozdmuchany przez komercję, tak naprawdę
wpędza w stres całe rzesze ludzi. Wszyscy czują się w ten czy inny sposób
zobligowani do obchodzenia Walentynek. Teoretycznie powinien to być czas
spijania sobie z dzióbków, tulenia się, gorących wyznań i gorącego seksu. A w
praktyce? W praktyce jest stres. Ci co nie mają pary przeżywają to bardzo. W
tym czasie (podobnie jak w okresie świąt Bożego
Narodzenia) podobno wzrasta ilość samobójstw. Piszę „podobno” bo nie sprawdzałam
statystyk, ale byłam kiedyś singielką, do tego singielką z dziećmi byłam i na
słodkie Walentynki nie miałam szans. Oj,
jak mi było smutno!!! Okres okołowalentynkowy przyprawiał mnie o mdłości. A
wtedy to święto dopiero nieśmiało wchodziło na polskie salony. A teraz??? Nie wyobrażam sobie!
Za to wyobrażam sobie, że ktoś może czuć się nie wart miłości, a skoro tak,
to nie warto żyć. Walentynki są wszędzie
– musisz je obchodzić, bo jak nie, to
coś z Tobą jest nie tak. Guzik prawda. Wszystko z Tobą jest TAK. Pamiętaj
o tym. Nie jest Ci potrzebna druga połówka, byś poczuł/a się całością. Po
prostu jesteś całością!
W parach też wygląda to różnie. Pół biedy, jak oboje na to
czekają. Kiedy jest zgodność. Ale bywa, że randka jest wymuszona, BO SĄ
WALENTYNKI i tak trzeba. Nie trzeba.
Przypominam, że na randki można w innym
czasie chodzić, najlepiej wtedy, kiedy oboje tego pragną, mają na to ochotę, czas
i zdrowie. Ja osobiście nie lubię chodzić po knajpach czy nawet do kina tego
dnia, bo są tłuuuuumy. A wokół pary – bardziej
lub mniej szczęśliwe, a nawet skrępowane, czy zirytowane. Ludzie, którzy coś próbują zrobić w kwestii
miłości. Z naciskiem na „coś” – po omacku
– może będzie dobrze. Przeważnie na siłę, a to rzadko wychodzi dobrze, bo
miłość nie lubi sztuczności ani wymuszania.
Oczywiście można wykorzystać Walentynki! Do czego? No, cóż,
dla nieśmiałych bywa to dogodny moment
do tego, żeby się zdeklarować z uczuciami. Zrobić wyznanie,
nawet anonimowo – zresztą taki był zamysł święta, o ile wiem, właśnie te anonimowe
wyznania… Dla innych to pretekst do
zerwania. To dopiero bywa nieszczęście!!! Bez żartów! Idziesz na randkę, myślisz,
że chłop może się wreszcie oświadczy, a on owszem oświadcza, ale że to koniec. Szok. Kurtyna. Zapraszasz „swoją”
kobietę na randkę, czasem wieloletnią
żonę, a ona ci mówi na randce, że już
dłużej nie może i złożyła pozew
rozwodowy/zrywa z tobą. W normalny dzień takie wieści to walnięcie jak obuchem
w głowę, a w święto miłości?… A macie
pojęcie ile par się wtedy kłóci? Właśnie z powodu Walentynek i tego, co ze
sobą niosą, oczekiwań? To też jest pokłosie „słodkiego” święta.
Owszem, Walentynki można wykorzystać nawet i do dobrej
wspólnej zabawy, co polecam! Polecam zbiórki przyjacielskie. Polecam kochać
książki (jak to robi moja koleżanka, której imienia nie wymienię, ale ona wie,
ze to o niej), zwierzęta lub cokolwiek
innego. Najbardziej jednak polecam KOCHAĆ SIEBIE!!! Doceń siebie, zrób SOBIE
przyjemność! Powiedz SOBIE – jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie! –
Bo chyba tak właśnie jest, prawda?
Także ja osobiście mam bardzo ambiwalentne odczucia. Jak we
wszystkim – i w tym święcie jest sporo dobrego i sporo złego, bo nic nie jest na wskroś dobre ani na wskroś złe. Tylko może czas nie ten…
Ważne jest, by budować swoje własne poczucie wartości, tak,
by takie święta nas nie dotykały,
gdy jesteśmy samotni (albo chociaż dotykały mniej) oraz, żebyśmy mieli odwagę pójść na randkę w innym czasie.
Warto wykorzystać to święto w taki zwyczajny sposób –
okazywać więcej serdeczności dla siebie innych ludzi. Zauważać ich i doceniać.
Tak, róbmy to na co dzień! Ale tego dnia szczególnie. Bo może „zrobisz
komuś dzień” 😊))) bo może uśmiech w stronę zmęczonej pani
ekspedientki zrobi jej przyjemność ogromną (może właśnie ktoś z nią zerwał,
albo zwyczajnie nie przyniósł kwiatów, a czekała), a gburowaty kierowca może trochę
odtaja i będzie milszy (może to jego obrona, bo czuje się nie wart ludzkiej uwagi,
miłości). Bo to wszystko ze strachu, proszę Państwa. Że nikt nas nie zauważy,
nie pokocha, czy choćby nie polubi. Dlatego zauważajmy się i bądźmy
serdeczni 😊
Tak, sądzę że SERDECZNOŚĆ, to słowo kluczowe.
Pewnie dlatego przyśniło mi się to bajkowe drzewo, Drzewo Miłości, bym mogła je Wam pokazać, abyście mogli zrywać z niego jego owoce. Bez obaw. Wystarczy dla wszystkich! Zasługujesz na miłość, tak jak wszyscy. Zasługujesz, by kochać siebie.
A jeśli masz ochotę stać sie właścicielem tej bajkowej pełnej energii akwareli, to zapraszam do sklepu https://www.magdalenapfeiferarts.com/produkt/drzewo-milosci-akwarela/
utworzone przez Magdalena Pfeifer | wrz 22, 2018 | Aktualności, Kilka Słów o...
Miałam moment słabości. Każdy takie miewa. Szczególnie ludzie wrażliwi.
To taki moment, kiedy wpadasz w czarną Otchłań. Pozwalasz sobie na to, ba, pławisz się w tym! Myślisz, że wszystko, co robisz jest bez sensu, pomimo pewnych, bardzo radujących sukcesów. Ale parę rzeczy się nie udało przecież (jeszcze!). I to wystarcza, to jest powód, żeby wpaść w Otchłań. Oczywiście zdaję sobie świetnie sprawę z tego, że wpadanie w Otchłań jest kompletnie bez sensu, z różnych powodów, ale mam ochotę i już. W końcu co to za życie, kiedy człowiek się trochę nad sobą nie poużala? Tak dla higieny osobistej chociażby! Trzeba sobie wytknąć to i owo, nawrzucać sobie, udowodnić, że ma się rację – należy wpaść w Otchłań, to obowiązek nawet! No, to sobie wrzucam kamyki do ogródka. Ale to wszystko mało, ciągle wypływam na powierzchnię. To jakby tu sobie jeszcze dołożyć? Jakiś kamień do szyi by się przydał, najlepiej duży… czyli duża, spektakularna porażka – a, spróbuję załatwić coś, co ma małe szanse załatwienia, bo pewnie jest zwyczajnie za późno. I inne powody też są! Nie załatwię i będę mieć już naprawdę powód, żeby być dnem totalnym, po prostu, zwyczajnie wreszcie sobie to udowodnię! Albo by znaleźć się na dnie. Co za różnica – otchłań to otchłań.
Wysyłam więc maila, w sumie nawet nie spodziewając się, że kiedykolwiek dostanę odpowiedź, a jak dostanę to na pewno odmowną. I co? Oczywiście, kolejny kopniak, nawet Kosmos mi dowala! Jest przeciwko mnie! Teraz to dopiero mam…. zonk! Wstrętny Kosmos nie pozwolił mi utonąć w mojej bezsensownej rozpaczy! Czemu? – zapytasz. Ano. .. po pół godzinie dostałam wiadomość – w skrócie: cudowny pomysł, będziemy robić! Na nieco innych zasadach, ale robimy, dzięki za zgłoszenie chęci. I za chwilę telefon od podziwianego przeze mnie człowieka, którego publikacje z jednej z dziedzin, którymi się zajmuję, chętnie czytam, to ceniony autorytet – ma ogromną wiedzę, świetny fachowiec. Nie sądziłam, że kiedykolwiek go spotkam nawet, a tu przyjacielska, życzliwa pogawędka przez telefon!
Całej tej sytuacji dodaje pikanterii komentarz znajomego – byłem pewien, że to właściwie niemożliwe, żeby to załatwić, żeby się udało! Po prostu myślalem, że się nie da.
No i jak tu się obrazić na Wszechświat?
Nie da się 🙂))))
Wkrótce powiem Wam co to za sprawa, która mi się tak udała, choć towarzyszące okoliczności, mnie akurat tu sprzyjające w sumie są smutne i przykre. Sprawa wiąże się z misami, tyle zdradzę 🙂
Cóż… chwile zwątpienia nie zawsze są destrukcyjne, jak się okazuje 🙂 Nie wolno tylko dać im sie porwać i zatopić. To chwile, kiedy, jeśli posłuchamy cichego szeptu Kosmosu – on nam wskaże kierunek, w którym należy się zwrócić.
A Wy – jak Wy sobie radzicie z Otchłanią i Kosmosem?
utworzone przez Magdalena Pfeifer | lut 14, 2018 | Aktualności, Kilka Słów o...
Ach, te Walentynki!
Dziś wrednie wypadają w Środę Popielcową, niektórzy mają więc bardzo solidne dylematy. Jak pogodzić te dwie sprawy… Są jednak tacy, co na pewno rozwiązanie znaleźli. U mnie wczoraj było tak, że z mężem wyskoczyliśmy sobie wieczorem do restauracji, tak spontanicznie – nie powiem, wielka przyjemność, zwyczajnie, bez zadęcia, po prostu mąż zarządził – idziemy! Ja lubię chodzić do restauracji i zdarzają nam się takie wyjścia częściej, kiedy mąż jest w domu (bo pracuje na kontraktach) w ramach korzystania z życia, więc bez jakichś tam specjalnych myśli, że to wyjście walentynkowe skwapliwie się ubrałam i po pozałatwianiu paru nudnych spraw, które domagały się uwagi, pognaliśmy do knajpki. Ale nie było łatwo, trzeba było czekać na stolik, a co! To był dość późny wieczór. I gdzie by się nie rozejrzeć, tam pary! Nachyliłam się do męża i zwróciłam mu uwagę na to, że chyba niechcący obchodzimy Walentynki, trochę nam się zrobiło tak… śmiesznie! Wpisaliśmy się niechcący w święto! I dobrze! A co tam! Uśmiechnęliśmy się do siebie i z radością zjedliśmy pyszne dania, jakie nam przyniesiono – jak już doczekaliśmy się stolika!
Jak nadmieniłam, środa Popielcowa dziś – poniekąd też święto miłości… choć wolałabym nie wchodzić na niwę religijną. Nie znam się na tym. Pozwólmy każdemu żyć po swojemu. A miłość ma tyle imion ile ludzi 🙂 I to jest piękne! Każdego dnia należy ją sobie okazywać, choć czasem o tym zapominamy… umówmy się, dzień świętego Walentego, patrona szaleńców (nie jestem pionierem zwracając na to uwagę, ale zakochanie, to stan porównywalny z oszaleniem 😉 ), jest świętem komercyjnym, handlowcy się cieszą, kwiaciarze się cieszą, restauratorzy też zacierają ręce. I wszyscy są szczęśliwi. Przynajmniej wielu z nas.
Ale pamiętajmy, miłość to również okazywanie wyrozumiałości. Miłości nie liczy się ilością kupionych róż, wielkością bukietu, czy wartością naszyjnika lub rachunku w knajpie.
Miłość to wyrozumiałość, to czułość i bliskość.
Pamiętajmy i o tym.
A jakby ktoś z Was chciał, by moje akwarele przypominały o tym codziennie, jak piękna i zmysłowa może być miłość między dwojgiem ludzi, niezależnie od płci – zapraszam do mojej galerii, do kupowania lub zamawiania 🙂
Więcej się dowiecie i zobaczycie na mojej stronie internetowej (dużo tam ciekawych rzeczy, myślę, że warto po niej pobuszować) : https://www.magdalenapfeiferarts.com/akty/ i tutaj , na Facebooku. Zachęcam też do wejścia na Instagram @magdalenapfeiferarts. Będzie mi miło, jeśli polubicie moje strony i zostaniecie moimi obserwatorami 🙂
Możecie skontaktować się ze mną poprzez Facebook lub formularz kontaktowy na stronie .
A dziś, kochani, życzę Wam dużo miłości! Kochajmy się nawzajem, szanujmy się, ale nie zapominajmy o miłości do siebie, czułej i wyrozumiałej. Kochaj bliźniego, jak siebie samego. Czy raczej – kochaj siebie samego, co najmniej tak, jak bliźniego, czyli – nie rób sobie czegoś, czego nie zrobiłabyś/zrobiłbyś komuś (oooj, często sobie tak robimy, krzywdzimy siebie i co gorsza, nie widzimy tego! Wpisuje się w to brak wyrozumiałości dla siebie, albo nadmierne pobłażanie). I rób sobie to, co zrobiłabyś/ zrobiłbyś dla kogoś. Nawet, jeśli to ma być tylko zrobienie sobie herbaty :)))
Dobrego dnia, kochani – i tego i wszystkich pozostałych!
PS – kochajmy siebie. Wtedy Świat się nam tym odwzajemni! Wiem, kolejny komunał, ale… taki prawdziwy!
PS. 2: Dobrze jednak, ze są takie dni, które przypominają nam o tym, żeby okazywać sobie życzliwość…
PS. 3: WSZYSTKIM BEZ WYJĄTKU ŻYCZĘ SZCZĘŚCIA I… GORĄCYCH RANDEK! 😉 nie tylko w Walentynki…
utworzone przez Magdalena Pfeifer | maj 9, 2017 | Aktualności, Kilka Słów o...
Pełnia nadeszła. Co oznacza, pisałam we wczorajszym poście. A jak ja ją widzę?
Dziewczyna w pełni skoncentrowana wciąż siedząc do nas tyłem wyciąga zza pleców miecz z pochwy. Patrzący to widzi i odczuwa zagrożenie. Co zrobi dziewczyna? Zakryła się nieco tkaniną, to może świadczyć, że to jakiś krwawy rytuał… komu rozpruje brzuch? Nie widać jej twarzy, nie wiadomo kim jest, to tajemnica. Co się na niej maluje? Koncentracja, czy żądza zemsty? Taki jest Skorpion. Nie wiadomo co zrobi, jest nieobliczalny. Stwarza zagrożenie. Dziewczyna jest gotowa na nieuchronne. Śmierć lub walkę. A Ty?
Pamiętaj, nie ma półśrodków. Ale po każdej mrocznej nocy nadchodzi dzień.
utworzone przez Magdalena Pfeifer | maj 8, 2017 | Aktualności, Kilka Słów o...
Wymedytowałam dziś pełnię i nów w Skorpionie. Obie rosły we mnie jakiś czas, bo odkąd zaczęłam malować pełnie i nowie Księżyca, te moje Luny, troszkę wcześniej się przygotowuję do nich. I zrodziła się z tego historia.
Jaka jest ta pełnia? Mój nów w Skorpionie, to dziewczyna, Japonka, zaglądająca w czeluść pod nią. Jest odwrócona tyłem, kryje się przed patrzącym, ukrywa twarz. Obok niej stoi katana. Japońskie narzędzie niosące śmierć. Śmierć jest kwintesencją Skorpiona. Tak jak i transformacja. Zmiana. Nieuchronna. Nieubłagana i bezwzględna. Skorpion zawsze nas do czegoś przymusi – przeważnie do radykalnych kroków. Postawi pod ścianą i daje mały wybór – albo to zrobisz, albo kula w łeb. Postawi nad przepaścią i mówi: skacz! I albo zginiesz, albo – przetransformujesz się ( np. swoje myślenie o sobie) i wzbijesz się wysoko – tak zresztą wygląda śmierć – ciało ginie, a dusza ulatuje. Wniosek z tego taki, że być może to czas rezygnacji z dotychczasowego status quo na rzecz innego. Ludzie boją się zmian, ale Skorpion nas do nich zmusza i to powoduje rozwój. Skorpion mówi: walcz, bo sam zginiesz! Ale z ukrycia, nie odkrywaj wszystkich swoich kart. Nie odsłaniaj twarzy i gardy. Bądź zawsze w pogotowiu i skupiony. Obserwuj i analizuj. Kumuluj energię, zasoby.
Skorpionowa Luna jest skoncentrowana. Obserwuje. Zastanawia się, co ma zrobić. Katana sugeruje… może popełni samobójstwo? A może czai się, by w odpowiednim momencie zabić, unieszkodliwić wroga? W nowiu się przygotowuje, zbiera siły, kumuluje energię. W pełni…. Zobaczycie sami.
Pełnia w Skorpionie może skłaniać nas do radykalnych kroków. Zapewne umrze coś w naszym życiu – może to być idea, pomysł, znajomość (niestety również fizyczne zgony mogą się nasilić wg mnie). Spiski i mafijne zagrania będą na porządku dziennym. Pilnujcie tajemnic, ale i konta w banku, czy portfela. Kumulujcie pieniądze, jakieś skarby, wartościowe rzeczy. Kumulujcie i strzeżcie cennych rzeczy (informacja też jest cenna). Skorpion będzie ich zazdrośnie strzegł. Zazdrości i jej aktów też się strzeżcie! Lepiej oprzeć się w tej pełni na zaufaniu, ale – nie wolno zawieść tego zaufania, bo może spotkać straszna zemsta – katana pójdzie w ruch! Możecie dać się ponieść silnym namiętnościom, o dużych amplitudach. Ważny stanie się seks, być może odważycie się na coś, czego do tej pory nie robiliście? Ważne by robić to z kimś, komu bezgranicznie ufamy. Ryzykowne zachowania. Tak to też w pełni księżyca może Was dotyczyć – albo dla odmiany ekstremalne zabezpieczanie się.
Tak więc nadciąga mroczny czas. Ale nie poddawajcie się beznadziei i bezsensowi, choć te mogą Was ogarniać. Bo tak jak po zimie przychodzi wiosna i lato, a po nocy dzień, tak po pełni w Skorpionie przyjdzie jaśniejszy i pogodniejszy czas. Być może będzie to dla Was czas uzdrowień. Obserwujcie, analizujcie i transformujcie w sobie to, co te uczucia Wam przynoszą. Każda zmiana przynosi odrodzenie. Odnowę. Las po pożarze się odradza. I Ty się odrodzisz, drogi Czytelniku.
A na razie koncentruj się na ważnych sprawach, odcinaj to, co już umiera i jest niepotrzebne, regeneruj siły. Transformuj siebie. Pamiętaj, tu nie ma półśrodków. Tu jest albo czarne, albo białe. Albo życie albo śmierć. To bezwzględny czas. Czas, który – odpowiednio użyty – wzmocni Cię.
Ps. Moim zdaniem to dobry czas na regenerującą głodówkę. Warto zacząć już dziś.
Więcej pełni i nowiów na Facebooku 🙂
utworzone przez Magdalena Pfeifer | kwi 30, 2017 | Aktualności, Kilka Słów o...
Wiele osób pyta mnie, skąd wiem – malując Mandalę Duszy, czy Anioła Duszy – skąd biorę informację, jak ja to robię? Jak nawiązuję kontakt przy malowaniu Mandali czy Anioła?
Odpowiedź nie jest tak jednoznaczna, jak bym chciała, ale to dlatego, że wędrówki duchowe i kontakty z Duchem nie są takie oczywiste.
Głównym narzędziem, jakiego używam, jest mocno wyćwiczona intuicja. Otóż mam zdolność „podłączania” się w odpowiedni nurt energii i wyszukiwania właściwej osoby. W momencie, kiedy zamawiasz obraz, załóżmy dla siebie, to jest to proste o tyle, że moja energia nawiązuje kontakt z Twoją energią i już tu mam pewną informację na Twój temat. Ponieważ, jak wiadomo, energia podąża za uwagą. Jeśli ją koncentruję na Tobie, to siłą rzeczy Cię wyszukuję, Twoja energia przyciąga moją i na odwrót. Dodatkowo proszę zazwyczaj o datę urodzenia i jest ona takim „zawężaczem”, energetycznymi danymi dla mojego wewnętrznego GPS –a, potwierdzeniem, że wyszukuję tę konkretną osobę (chyba, że znam tę osobę dobrze osobiście, to data urodzenia nie jest potrzebna, bo po prostu mam już „adres”). Jeśli zamawiasz obraz dla kogoś, to Ty masz energetyczne połączenie do tej osoby u siebie w swoim polu energetycznym, a z doświadczenia wiem, że ludzie zamawiają Anioła dla osób bliskich, więc ta energia w polu energetycznym zamawiającego jest dość silna. I znów data urodzenia i imię są „potwierdzeniem” W końcu ile znasz osób o imieniu nawet tak popularnym, jak np. Ania, ale urodzonych konkretnego dnia? I dla ilu chcesz zamówić obraz? Koncentrujesz uwagę na tej jednej, konkretnej, a to tak, jakbyś mojej energii pokazywał ją palcem 🙂 To jest kwestia przyciągania się wzajemnego energii i właśnie twierdzenia, że energia podąża za uwagą. Zdarza się jednak czasem, że nie mam dostępu do danej osoby – ta osoba musi wyrazić duchową zgodę na wejście w jej pole – świadomość tu nie ma nic do rzeczy, człowiek ma często inne wyobrażenia na swój temat niż jego Duch (nazwę to tak), który „widzi” więcej i szerzej. Zgoda musi być wyrażona przez Ducha tej osoby. Opiera się to na założeniu, że nie zawsze wiemy, co jest nam naprawdę potrzebne, świadomie sobie coś tam wymyślamy, mamy jakieś tam wyobrażenia na swój temat, ale ponieważ większość ludzi jest odciętych od Ducha, to nie słyszy jego podszeptów. Ja niestety też sama tym grzeszę 😉 Często zdarzało mi się, że świadomie człowiek zakazywał ingerencji, a dostawałam informacje „Odgórne”, że pomoc pilnie potrzebna! Powoduje to dylematy moralne, ale nauczyłam się, że jak się sprzeciwiam Górze, to ktoś cierpi. Czasem proszę moich duchowych opiekunów o wstawiennictwo u opiekunów osoby, „nad którą” pracuję. Jeśli jest zgoda z Góry, można malować, a nawet uzdrawiać. Bardzo rzadko jednak zdarza się, że nie ma tej zgody 🙂 Ale też można ją wyprosić, wymodlić. Jednak najważniejszą zasadą jest tu szacunek.
Można to wyszukiwanie porównać do podążania za zapachem. Jest to również podobne do pracy przewodnika. Aby spotkać się z Duchem, muszę wykonać podróż duchową. To jest jak podróż do obcego kraju – jeśli jeździsz dokądś często – masz swoje kontakty, wiesz gdzie i co załatwisz, nawet rozumiesz język, a na pewno kulturę tego kraju. I – jeśli dobrze „wejdziesz” w środowisko – możesz stać się przewodnikiem, bo już wiesz, jak, co, gdzie i dlaczego. Wiesz, gdzie się kierować, a jak nie, to masz pomysł, jak się tego dowiedzieć. I podobnie jest z moimi podróżami i kontaktami duchowymi.
Oczywiście, jak do każdej podróży, także do tej trzeba się przygotować. Moim przygotowaniem jest medytacja – preferuję dźwiękową, najlepsze przekazy mam wtedy, kiedy śpiewam, przy okazji „ładuję” Mandalę czy Anioła dodatkową energią, energią dźwięku. W trakcie malowania śpiewam, nucę, mruczę… to pomaga mi utrzymać koncentrację i właściwy kierunek.
Bardzo lubię te moje podróże duchowe. Są bardzo przyjemne. Przyjemne jest też obcowanie, spotykanie czyjegoś Ducha, czyjejś Energii, wyczuwanie jej, poznawanie. To jest fascynujące! Wracam nieco zmęczona, ale jest to zmęczenie odświeżające, jak po całym dniu relaksu na świeżym powietrzu z przyjaciółmi. Często „przywożę pamiątki z podróży”, a właściwie „pocztówki”, „widokówki” – czyli przekazy dla danej osoby. Od początku mojej drogi nie raz zafascynowana przekonuję się o tym, że informacje, jakie dostaję są prawdziwe i można je zweryfikować. Dotyczą często zdrowia, tego, na co trzeba zwrócić uwagę (często to jest najłatwiejsze do zweryfikowania), ale też wartości duchowych, czy kierunku, jaki należy obrać w życiu lub co jest obciążające i należy już się tego pozbyć. Wiele razy słyszałam: „tak, właśnie tego mi w życiu brakuje, skąd wiedziałaś?!”. I właśnie po to maluję dla Ciebie Mandale Duszy i Anioły Duszy. Po to, byś mogła (mógł) otrzymać wsparcie, gdyż pracując z Twoją Energią, malując, przelewam to wsparcie na papier. Nasycam papier poprzez kolor, kształt (lub jego brak) tym, czego Ci potrzeba, Energią wspierającą. Ukierunkowującą. Obraz staje się wówczas ogniwem łączącym, mostem pomiędzy Twoją świadomością i Duchem. Takim Oknem na Twojego Ducha. Oknem wychodzącym na ogród Twojej duchowości. Łatwiej Ci wówczas podłączać się do tej energii i stymulować siebie do rozwoju, do życia w Duchu i z Duchem, ze sobą w zgodzie i radości.
Mam nadzieję, że zaspokoiłam Twoją ciekawość!