Zodiak w alkowie –  epilog

Zodiak w alkowie – epilog

Epilog

„Z Rybami to nigdy nic nie wiadomo. Potrafią nieźle namieszać w głowie. Żeby odwrócić uwagę od siebie narobią dymu i wpędzą cię w poczucie winy” – usłyszałam otwierając oczy. Zamrugałam kilkakrotnie.

Co się dzieje? Kim jestem i skąd się tu wzięłam? Wszystko jest iluzją… Rozejrzałam się wokoło i nagle zassałam w siebie pamięć, powróciło wszystko – cała wiedza o sobie, czasie i miejscu w jakim jestem. Dezorientacja ustąpiła. No, tak znów musiałam się zdrzemnąć i śniłam ten sen o znakach zodiaku! Ładny i za każdym nieco inny, mówiący o przejściu całej zodiakalnej mandali, o poznaniu archetypów i symboliki zodiaku, o każdym aspekcie osobowości. Ciekawe, bo pojawia się za każdym razem, kiedy zasypiam nad tą książką i tylko wtedy. Pomaga mi ona w głębszym zrozumieniu i astrologii i przede wszystkim siebie.

Jestem w swoim ukochanym mieszkaniu. Z radością przyglądam się meblom i niewielkiemu nieładowi w pokoju – takiemu, jaki panuje w domu, w którym żyją ludzie. Czuję się szczęśliwa i ogromnie wdzięczna. Za to wszystko, co mi się przydarzyło. Nawet za tamto życie w korporacji. Tak. To był czas mroku, jak życie mitologicznej Kory w podziemiach Hadesu. Dzięki temu naprawdę wiem teraz czym jest życie i potrafię to docenić. Tamten czas paradoksalnie mnie wzmocnił. Dał doświadczenia i siłę. Ale teraz również jest jak sen.

Siedzę w swoim wspaniałym wielkim fotelu, za mną pali się lampa z bajecznie kolorowym kloszem.  Innym niż kiedyś. Wreszcie mam odwagę mieć taki klosz, jaki ja potrzebuję, a nie taki, jak mi się wydaje, że będzie akceptowalny. Na moich kolanach mruczy stary kot, którego wzięłam ze schroniska w dniu, w którym złożyłam wymówienie z pracy. Naprzeciw wisi lustro. Jest ogromne, ma mi przypominać o tym, kim jestem i kim byłam. Lustro, w którym widzę siebie dokładnie. Siebie teraz – zadowoloną, szczęśliwą, pełną energii i z szerokim serdecznym uśmiechem. Z burzą włosów upiętych w fantazyjną fryzurę. Z oczami promieniującymi radością życia i ciepłem. Siebie taką, o jakiej  nawet nie marzyłam, że mogę być, ale być może spotkałam w innym śnie.

Wygładziłam amarantową spódnicę i spojrzałam na książkę, którą trzymam w dłoniach. Od niej się wszystko zaczęło. I choć coraz lepiej rozumiem prawa natury  i jak działa Wszechświat, to wciąż nie potrafię sobie wytłumaczyć tamtego zakrzywienia czasu. Taka szamańska historia – ja z przyszłości uratowałam siebie z przeszłości. Hm. W sumie mało brakowało, a nie udałoby się. Na szczęście Natura ma swoje sposoby, by skłonić  nas do zmiany kierunku w życiu. Zmiany wymagają odwagi. Napawają lękiem przed nieznanym, ale trzymanie się kurczowo czegoś, co nam  nie służy po prostu nam… szkodzi. Jest takie powiedzenie: masz to, na co się odważysz. Ja odważyłam się sięgnąć po marzenia i w głąb siebie. I to była dobra decyzja.

Uśmiechnęłam się do siebie – jeszcze tyle nauki przede mną! Ale nie skarżę się, wprost przeciwnie – cieszę! To moja życiowa przygoda! Dzięki poznaniu astrologii jestem dziś tym kim jestem. Szczęśliwą kobietą, która rozumie siebie i innych ludzi  i działa w życiu w zgodzie z sobą oraz rytmami natury. Bo tego właśnie uczy astrologia. Jestem kobietą, która dzięki swojej wiedzy i sile nabytej przez doświadczenia i czasem nieco bolesne uczenie się siebie może żyć dobrym życiem. Dzięki tej astrologicznej wiedzy łatwiej mi zrozumieć motywy postępowania innych ludzi. Są tacy jacy są. Jak w tym śnie. I takimi ich trzeba akceptować, bo ich nie zmienię. Zresztą nie tylko innych ludzi, także, a może przede wszystkim – siebie. Najtrudniej jest okazywać wyrozumiałość i akceptację właśnie sobie, ponieważ dla siebie samych jesteśmy największą tajemnicą. Odkrywam swoją kawałek po kawałku i codziennie się dziwię, bo wciąż potrafię siebie zaskoczyć. To wielka przygoda! Okazało się, że pasja może napędzać życie i że to, co wydaje się trudne i nie do przejścia, faktycznie może kosztować dużo trudu i wysiłku, lecz prowadzi do rozwoju. Nie wszystko mi się w tym rozwoju podoba, zresztą czasem trzeba cierpliwie poczekać  na efekty, ale akceptacja sprawia, że jestem spokojniejsza. Po prostu Jestem.

Otworzyłam nieźle już podniszczoną już od wielokrotnego czytania książkę na ostatniej stronie. Był tam zapisany numer telefonu do astrologa. Prawdziwego. Teraz to wiem, wtedy tylko przeczuwałam. Ten astrolog to nie był jakiś szarlatan, czy oszust, lecz ktoś, komu zależy na drugim człowieku i jego szczęśliwym rozwoju w zgodzie z sobą. Taki, który na podstawie swojej znajomości praw natury, symboliki astrologicznej, doświadczenia i wiedzy o ludziach, umiejętnie łącząc to wszystko, rzeczowo objaśnia ludziom jacy są i co zrobić, by poprawić swoje życie. Zachęca do uwierzenia w siebie, do zmian, do rozwoju. Jak dobrze, że do niego zadzwoniłam…

Życie jest po to, by się nim cieszyć. Nie umartwiać. Nie przepracowywać, jak ja kiedyś. Trzeba sobie ustalić hierarchię i żyć według niej. Zasady są potrzebne, ale potrzebne są też radość i zabawa. Nie ma na szczęście prawa zabraniającego żyć  podług całkowicie własnych zasad – jedynie nasz strach przed zmianą i przed negatywną opinią innych ludzi może nas powstrzymywać przed dobrym, radosnym życiem. Tylko dlaczego mamy podążać tą samą ścieżką co inni? Dlaczego nie wydeptać własnej, unikalnej?

 

A co TY robisz, by być spełnionym i szczęśliwym człowiekiem?

Co robisz dla siebie?

Koniec 🙂

Aby przeczytać wcześniejsze fragmenty tej historii zalecam rozpocząć od WPROWADZENIA . A potem kolejno – BaranBykBliźniętaRak, Lew  oraz Panna i Waga.

A na koniec SkorpionStrzelec i Koziorożec, oraz Wodnik i oczywiście Ryby.

Zapraszam też do kontaktu z astrologiem – Józefem Onoszko – aby umówić sie na konsultację – skontaktuj sie  ze mną. Umawiam spotkania osobiste w Trójmieście, oraz wtedy, kiedy Józef jest w Trojmieście –  na Skype. Przyjrzyj się  także moim malowanym  na zamówienie ASTROMANDALOM i MANDALOM oraz ANIOŁOM i ZWIERZĘTOM MOCY – być moze zamówisz coś dla siebie lub swoich bliskich? Znajdziesz je w zakładce MALARSTWO  ENERGETYCZNE.

Po bieżące informacje zapraszam na FB: Magdalena Pfeifer Arts – polub moją stronę na FB 😀
Jeśli lubisz niebanalne dodatki do  ubrań lub mieszkania – zajrzyj do mojego SKLEPU 🙂

 

Zodiak w alkowie – Ryby

Zodiak w alkowie – Ryby

RYBY

W dźwięcznej ciszy płyną modlitwy –

Mgły.

A to akwarium.

Dlaczego tak mnie boli głowa? Czuję się… jakbym miał kaca…

Leżałem w pokoju, kiedy się rozejrzałem, poczułem się jak bohater jakiegoś filmu kostiumowego z serii tysiąca i jednej nocy. W pomieszczeniu panował przyjemny półmrok, choć paliło się wiele świec. Powietrze przepełnione było dymem kadzideł czy może raczej jakichś ziół. Moich uszu dobiegała skądś przepiękna muzyka, jakby anielski śpiew – było bardzo… romantycznie, bajkowo i mistycznie. Nagle stanęła  nade mną śliczna, wiotka dziewczyna o wielkich mokrych oczach i z długimi rozpuszczonymi włosami zakrywającymi całe jej ciało. Wyglądała jak  rusałka wodna. Wodziła wokoło nieprzytomnym wzrokiem.

– Świat jest pogrążony w chaosie – usłyszałem jej ledwie słyszalny szept –  jestem taka zagubiona… czuję się, jakby mnie otaczała mgła, tak trudno jest mi się przez nią przebić. Nie wiem, co robić… chce mi się płakać… trzeba ratować…

– Kogo – pomyślałem i już miałem ja zapytać, kiedy ona rozpaczliwym, tonem już mówiła:

– Kogo? Jak to?  –  Przecież wszystkich! Każdego! Ciebie też!… – opadła na kolana przy mnie i chwyciła mnie za dłonie, wprawiając mnie tym wszystkim w zakłopotanie. Czy ona czyta mi w myślach? Jest jakimś medium? Wróżką? – Wiesz, czuję, że życie mnie niesie, a ja jestem pogrążona w jego oceanie. Boję się tego…

Nie wiedziałem jak się zachować. Jedyne, co przyszło mi do głowy, to przytulić tę dziewczynę. Chciałem ją pocieszyć. Zacząłem ją zapewniać, że wszystko będzie dobrze, ale ona chyba mnie nie słyszała.  Pogrążona w swoim wewnętrznym świecie skuliła się obok mnie. Wpatrywała się chwilę we mnie lub przeze mnie. Wtem uśmiechnęła się promiennie:

– Świat potrafi też być bardzo piękny… przechodzisz z realności w fantazję i przestajesz odczuwać ból istnienia… zmieniasz stan skupienia. Jak to robię? Miły mój,  jest sporo sposobów na to, żeby przestać się bać, cierpieć… alkohol, narkotyki… potrafią cię rozluźnić, sprawić, że nie ma bólu, jest tylko istnienie… odpływasz, odlatujesz… nic wtedy nie jest ważne, zupełnie nic… nie wiem co się ze mną dzieje? A czy to ważne?…

Nagle zrozumiałem co było przyczyną jej obłąkanego zachowania. Była pod wpływem środków odurzających… chociaż może nie? Może po prostu zbyt delikatna dla tego świata ucieka do innego, według niej lepszego świata? Zbyt wrażliwa i subtelna, żeby udźwignąć całe zło i cierpienie wymyka się w świat marzeń. Poczułem ogromne współczucie dla niej. Ale zapragnąłem też poczuć te uniesienia, jakie były jej udziałem.

– Ludzie posądzają mnie o nałóg. Nie, tak mówią tylko Ci, którzy nie znają tego stanu błogości… Sądzisz, że to jest dla mnie szkodliwe? Zresztą, kogo to obchodzi? Ważne, że już nie muszę myśleć,  mieć własnego zdania… jak tylko mogę, unikam odpowiedzialności… och, wiesz, taka jestem biedna, samotna w tym wielkim strasznym świecie, taka malutka!… Tak mi źle… tylu ludzi pomaga sobie piciem, dlaczego ja nie mogę? Zapomnieć… zasnąć…

Zalała się łzami.

– Umrzeć? – zapytałem zdezorientowany.

– Czym jest śmierć? Jest tylko przejściem z jednego stanu skupienia w inny. Stajemy się bardziej eteryczni… niematerialni… Zasypiamy i wszystko przestaje być ważne. Wkraczamy do krainy wiecznej szczęśliwości. Ot i wszystko…

– Choć medytacja też jest dobra… modlitwa… pomaga wejść w inne stany świadomości, uciec z tego świata… w oceany ciszy… Nawet Ty mnie uważasz za wariatkę, bo żyję w świecie fantazji… – pokręciłem gwałtownie głową, desperacko pragnąłem, żeby mi uwierzyła – nie udawaj, że nie… a liczy się tylko wiara, że TO istnieje, nie samochody, domy… tam jest lepiej niż w tym waszym „prawdziwym” świecie… kolorowo, jak w bajce… tęczowo, choć najpiękniejszy jest głęboki fiolet, taki połyskujący… – przymrużyła z zachwytem oczy. Uśmiechała się – Inne światy… tam, gdzie wszyscy są mili, nie ma zła, a nawet, jak jest, to i tak wszystko dobrze się kończy… jak w bajkach, albo romantycznych filmach… dlatego zawsze chce się tam wracać… jestem szalona, prawda? – zaczęła  mnie oskarżać – Tak, naprawdę uważasz mnie za wariatkę, tak jak wszyscy wokoło! Dlaczego? Bo widzę, czego inni nie widzą? Mówią, że mi się zdaje, ale to oni się mylą. Najchętniej zamknęli by mnie w szpitalu psychiatrycznym! A czy ja jestem obłąkana? Przecież to wszystko po prostu czuję… cóż poradzę na swoją wrażliwość? – Spojrzała na mnie takim wzrokiem, że miałem ochotę ze wstydu za cały świat zapaść się pod ziemię.

Podniosła się i usiadła, podciągając kolana pod brodę. Objęła  je ramionami i zaczęła się delikatnie kołysać w różne strony.

– Dużo się modlę. Powinieneś spróbować, to naprawdę dobrze robi… Bóg istnieje. Wiele z Nim rozmawiam. Wtedy troszkę mniej się boję, wiesz? -wiedziałem, że jest bardzo płochliwa –  Daję się mu prowadzić, chroni mnie. Nie muszę sama o siebie dbać, bo On o mnie dba. Mylę się? – zadała mi pytanie, a ja wzruszyłem niepewnie ramionami, bo po prostu nie wiem – Nie. Wierzę w to, szalenie w to wierzę, potrafię się roztopić w modlitwie, medytacji… poza tym sama nie mogę przecież decydować, ktoś musi za mnie, jestem za słaba na samodzielność… I przysyła mi do pomocy swoich niebiańskich pomocników. Anioły , które otulają mnie swoimi skrzydłami, chronią mnie… Sądzisz, że jestem bezwolna? Pasywna?… Żyję fantazjami?

Już otwierałem usta, żeby zaprzeczyć, kiedy ona żałosnym tonem powiedziała:

– Nie mów tak, czemu tak mówisz, ranisz mnie… Żal mi tych, którzy nie wierzą…

Cały czas było dziwnie i właściwie nie wiedziałem o co chodzi, jak się zachować i co robić, ale w tym momencie poczułem się całkowicie zbity z pantałyku. Teraz ja się czułem jak w gęstej mgle.

– Wiesz, lubię samotność. Odosobnienie pomaga odnaleźć siebie, odpocząć. W spokoju i całkowitej ciszy, które tak kocham. Uciekam? Nie, nie uciekam, tylko… chronię się przed światem. Nie mów tak głośno, proszę… szeptaj… – nie miałem pewności, czy ona rozmawia ze mną, czy raczej z kimś, kogo widzi oczami wyobraźni. Ja przecież w ogóle się nie odzywałem. Dumałem nad tym,  czy ona w ogóle wie, że tu jestem. Przyglądałem się jej i pomyślałem, że pomimo jej dziwnego zachowania ma w sobie dużo czaru. Taka magiczna, bezbronna istota. Mały, delikatny elf.

– Mówisz, że jestem urocza? – znów odczytała moje myśli? –  Zaopiekujesz się mną, prawda? Cudownie, och, mój wybawco! Zrobię dla ciebie wszystko! Wszystko!

Siedziałem oniemiały. Na wszelki wypadek się nie odzywałem.

– Porozmawiajmy o miłości… to takie piękne, uwznioślające uczucie! Najwspanialsza jest wszechobecna miłość do wszystkiego co żyje! Miłość Uniwersalna… Kocham cały świat! I poświęcam się dla dobra innych… jestem jak siostra miłosierdzia… mówiłam już, że dla Ciebie też zrobię to poświęcenie, jeśli chcesz… w imię miłości – wierzę, że mnie kochasz, choć ludzie mówią, że to nieprawda, że sobie wmówiłam… i że cię idealizuję… – ułożyła się przede mną na miękkich poduszkach, jakby składała z siebie ofiarę – tylko bądź czuły i delikatny… przecież nie chcesz, żeby mnie bolało, żebym płakała? Nie chcesz mnie skrzywdzić?… Prawda? Ale nawet jeśli, to i tak ci wybaczę, taka już jestem… Lecz pogaś przedtem te świece… Wstydzę się… I boję…

Nie chciałem nic przecież od niej. Ja tylko… co się dzieje? Poczułem się kompletnie zagubiony.

– Nie chcesz mnie? Nie podobam Ci się? Och, wiedziałam, po prostu wiedziałam, że mnie nie zechcesz!… Zawsze jest tak samo… – rozpaczała. A ja patrzyłem  na nią z ogromnym poczuciem winy. Zastanawiałem się, czy to ona jest ofiarą, czy raczej ja. Może oboje…

– A może jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni? Czuję się otumaniona, zmamiona… Tak naprawdę to nic nie istnieje… nic nie jest realne… nie ma ani Ciebie, ani mnie… to tylko sen, iluzja… mara… z mgieł się wyłaniam, we mgle znikam…

c.d.n.

 

Aby przeczytać wcześniejsze fragmenty tej historii zalecam rozpocząć od WPROWADZENIA . A potem kolejno – BaranBykBliźniętaRak, Lew  oraz Panna i SkorpionStrzelecKoziorożec oraz Wodnik.

Zapraszam też do kontaktu z astrologiem – Józefem Onoszko – aby umówić sie na konsultację – skontaktuj sie  ze mną. Umawiam spotkania osobiste w Trójmieście, oraz wtedy, kiedy Józef jest w Trojmieście –  na Skype. Przyjrzyj się  także moim malowanym  na zamówienie ASTROMANDALOM i MANDALOM oraz ANIOŁOM i ZWIERZĘTOM MOCY – być moze zamówisz coś dla siebie lub swoich bliskich? Znajdziesz je w zakładce MALARSTWO  ENERGETYCZNE.

Po bieżące informacje zapraszam na FB: Magdalena Pfeifer Arts – polub moją stronę na FB 😀
Jeśli lubisz niebanalne dodatki do  ubrań lub mieszkania – zajrzyj do mojego SKLEPU 🙂

Zodiak  Alkowie –  Wodnik

Zodiak Alkowie – Wodnik

WODNIK

W projekcji kosmicznej

Plany kreślone.

Wszystko inaczej.

– Jesteś! Nie zauważyłem cię! Dawno tu siedzisz? – młoda, inteligentna fizjonomia Wodnika rozjaśniła się  na mój widok – Jak ja tego nie znoszę!

– Czego? – Przeraziłem się, że chodzi o nieoczekiwane wizyty, w końcu nie miałem pewności, czy się mnie spodziewał. Zresztą z tego co wiem, Wodnik to mistrz nagłości i zaskakiwania. Właściwie również przewidywania, więc jestem niemal pewien, że wiedział, że przyjdę.

– Jak to czego?! Tych wszystkich ograniczeń! Dlatego wciąż szukam nowych rozwiązań i innowacji – odetchnąłem z ulgą, bo nie o mnie tu jednak chodziło. Rzeczywiście zamiłowanie Wodnika do unowocześnień, do wynalazczości  jest znane w świecie. A może nawet i we Wszechświecie. W końcu ten facet ma kosmiczne pomysły! Ma sporo patentów na koncie.

– Najbardziej liczy się intelekt. Inteligencja! Abstrakcyjne myślenie. Nie, jasne, że nie tylko! Również wolność, równość, braterstwo! Miłość, pokój, wolność, szczęście – wiesz, że to nie są tylko hasła? To sens mojego życia, jestem obywatelem i przyjacielem świata!

– To akurat powszechnie znany fakt – skonstatowałem, a Wodnik owładnięty wizją przyszłości, już ją projektując nie słuchał mnie wcale.

– Rozumiesz, świat trzeba ulepszać, niszczyć stare schematy i projektować nowe! NOWE!!! Konieczne jest ciągłe patrzenie w przód, w przyszłość! Wiem, powtarzam się, ale… Nie wolno oglądać się za siebie! Należy korzystać z dotychczasowych dokonań, to jasne, jednak trzeba je wciąż ulepszać! Tradycje są dobre, ale po co w tym grzęznąć, uważam za niezbędne, by wciąż wprowadzać innowacyjne rozwiązania. Od tego zależy postęp! To, co do tej pory zdobyliśmy powinno być tylko bazą, z której korzystamy.

Chodził nerwowo po gabinecie. Był cały jakby naelektryzowany.

– Tak, tak, wiem, że jestem uważany za dziwaka, gadam do siebie, wyróżniam się też wyglądem – a ja po prostu jestem wyjątkowy! Świadczy o tym chociażby moja wybitność, pomimo tak młodego wieku! Moje myśli krążą wciąż po orbicie umysłu… Wiesz, opatentowałem ostatnio kilka wynalazków!

– Gratuluję! – wykrzyknąłem z podziwem.

– Dziękuję! Choć to nic wielkiego, drobiazgi jakieś. Podobno dzięki temu, dostałem propozycję pracy w agencji kosmicznej, doceniają mój umysł, dadzą mi środki na badania. Szalony naukowiec? Tak, to ja! Hahaha, jestem ekscentrykiem, owszem! Lubię szokować i lubię wprowadzać nowości na każdym możliwym polu!  Jestem otwarty na to, co inne…

– I bardzo przyjacielski – przyjaciel świata – uśmiechnąłem się, nawiązując do jego wcześniejszej wypowiedzi.

– Sam tego zbyt dobrze nie widzę. Zbyt blisko siebie jestem, rozumiesz, dla kogoś, kto jest przyzwyczajony myśleć wprzód widzenie tego, co bliskie jest trudne. Żeby zauważyć siebie, trzeba spojrzeć  z dystansu. Chociaż, jak się tak zastanowić, to rzeczywiście, lubię ludzi i świat. I chcę, żeby się wszystkim lepiej żyło. Jak wiesz, bardzo ważna jest dla mnie działalność w fundacjach, stowarzyszeniach. Dużo się udzielam.

– Społecznik?

– Tak, społecznik i filantrop! Nie ograniczam się do najbliższego otoczenia, ważnym jest, aby działać z rozmachem. Trzeba mieć wizję! Jednak kluczowe jest kierowanie się rozumem, działanie na chłodno Jak robisz rewolucję, to nie możesz kierować się emocjami. Ludzie powinni słuchać się nawzajem i szanować swoje poglądy. Świat byłby lepszy, gdyby tak było (również, gdyby uznano jeszcze parę moich ostatnich wynalazków…). Jeśli ten warunek nie jest spełniony, jeśli ktoś czuje się uciśniony – zrobię wszystko, co trzeba, by pomóc się wyzwolić spod tego ucisku! Niezależnie od konsekwencji! Rewolucja!

– Czyli te rewolucyjne hasła wprowadzasz w życie? Wolność, równość, braterstwo?

– Jasne! Każdy powinien mieć wolność i swobody we wszystkim – zarówno obywatelskie, jak i osobiste! Ludzie powinni robić co, jak i kiedy chcą. Najlepiej wspólnie, w grupie, bo w tym jest siła – w grupie zjednoczonej wspólną ideą! Zobacz – ile może dokonać jeden człowiek, a ile całe społeczeństwo? Jaka to skala? Nieporównywalna! – tłumaczył podekscytowany, owładnięty bez reszty swoimi ideałami – Wolność to przeciwieństwo ograniczenia. Przede wszystkim myśl powinna być swobodna. To przeciwdziała ciemnocie i zacofaniu, stagnacji, która jest zabójcza. Uważam też, że w życiu nie chodzi o polepszenie bytu jednostki, choć oczywiście od niej wszystko się zaczyna. Tu chodzi o masy. Czyli nie ograniczam się do jednostki, działam na dużą skalę! Najlepiej światową!

– Możesz mi to jakoś wyjaśnić?

– Przecież to proste. Weźmy taki piorunochron. Nota bene pioruny i wszelkie wyładowania elektryczne są fascynujące! Nigdy nie wiesz, jaką będą miały moc i jak się zachowają. Ale wracając do tematu –  kiedy trzeba udoskonalić piorunochron – nie robię tego tylko po to, by skorzystał z tego jeden człowiek, jeden dom – robię to z myślą o całych rzeszach ludzi i domostw.

Teraz to było już dla mnie zrozumiałe. Cokolwiek robi Wodnik, robi to z myślą dla świata. Jednostka się nie liczy. Obserwowałem, jak wizja wolności i nowoczesności go opanowywała wprowadzając go w stan rozdygotania.

–  Słyszałeś, że jestem astrologiem?

Nieco zdziwiony nagłą zmiana tematu uniosłem brwi.

– Oczywiście! Dziwi cię to? Niepotrzebnie! Astrologia to wyjątkowa i bardzo logiczna nauka – królowa nauk, oprócz matematyki… niesamowicie i spektakularnie poszerza horyzonty myślowe! I tolerancję! Tolerancja jest niezwykle ważna! Wbrew pozorom w astrologii nie ma czarów i nic niejasnego. Dzięki swej złożoności i logice pozwala wiele przewidzieć i zrozumieć – to co mówił miało sens. Zresztą wszystko, co robi mój gospodarz ma sens i cel, nawet jeśli zwykły człowiek nie jest w stanie tego dostrzec. Po prostu on bardzo daleko wybiega myślą w przyszłość, w przód. Wizjoner.

– Podoba Ci się moje mieszkanie?

– Bardzo! Tu jest jak na statku, kosmicznym – wyraziłem swoją opinię. Faktycznie, w jego mieszkaniu jest dość… pusto. Żadnych niepotrzebnych sprzętów, wszędzie gładkie, błyszczące tafle. Chłód – nie tylko ten odczuwalny fizycznie, także wizualnie. W tym domu nie ma uczuć. Jednak mieszkanie jest też jasne i bardzo przestrzenne. Niesamowicie nowoczesne.

– Tak, coś w tym jest… Uwielbiam technikę. Wszystko tu jest zautomatyzowane, skomputeryzowane,  korzystam oczywiście z energii odnawialnych. Stawiam na nowoczesność, przestrzeń i jednocześnie skrajny minimalizm. Nie mam książek, wszystko, co potrzebuję mam w głowie, a resztę w komputerze. Pokażę ci coś – otwierana kopuła dachu. I teleskop. Dlatego mieszkam daleko od ludzi. Uwielbiam ten granat rozgwieżdżonego nocnego nieba! Ostatnio odkryłem coś w pewnej mgławicy… mówią, że głupio się uparłem twierdząc, że tam jest życie, ale ja swoje wiem. Będę tak długo szukał, aż znajdę dowód! Tak, tak, to, że mi nie wierzą trochę mnie rozstraja… nerwowy jestem, kiedy nie mogę czegoś wyjaśnić. Tak, aż się trzęsę, jestem zelektryzowany. Widać to? Może wynajdę na to jakiś sposób. Słyszałem, że dostałeś mandat? – Nie zdążyłem nic powiedzieć, kiedy krzyknął – Trzeba rozwalić ten system, tak nie może być! Tak ograniczać ludzi! Może ci go zhakuję, umorzymy go, czy coś. – Komputerowe i hakerskie możliwości tego chłopaka są praktycznie nieograniczone, dla niego nie ma rzeczy niemożliwych i kompletnie żadnych barier w wirtualnej rzeczywistości. A nawet jak się jakieś pojawiają, to on swoją błyskotliwością, uporem i bezwzględnością szybko potrafi się z tym uporać. Jak mi powiedział -„rozwala” go myśl o tym, że czegoś nie może.

– Chodź, pokażę ci moje nowe auto! Zbudowałem je według najnowszych technologii. Niektóre zresztą to moje patenty. Ma innowacyjny silnik wzorowany na odkryciach Tesli. Wiem, wygląda też kosmicznie. Mam nadzieję, że już wkrótce wszyscy będziemy takimi jeździć, to oczywiście na razie prototyp.

– Ależ on jest piękny! – zachwyciłem się, czym gospodarz był wyraźnie ukontentowany – I ten samolotowy kokpit! – zawołałem z zachwytem.

Ten fascynujący chłopak wydaje się być pochłonięty swoimi ideami i wynalazkami, że zastanawiałem się, czy w ogóle ma jakieś życie osobiste. Zapytałem go o to.

– Związki? Opieram je na przyjaźni. Na porozumieniu intelektualnym, pozazmysłowym. To są najważniejsze dla mnie relacje. A seks? Może dla mnie nie istnieć. Choć czasem lubię poeksperymentować. Niektórzy mówią, że gustuję w dziwadłach – to z powodu intelektualnej fascynacji ich odmiennością. Dziwisz się, że tak jasno o tym mówię? Jestem istotą logiczną,  fałszywy wstyd jest mi obcy.

Wpadłem na nowy pomysł! Pomożesz mi? Zatem…

c.d.n.

 

Aby przeczytać wcześniejsze fragmenty tej historii zalecam rozpocząć od WPROWADZENIA . A potem kolejno – BaranBykBliźniętaRak, Lew  oraz Panna i

A na koniec Skorpion, Strzelec i Koziorożec.

Zapraszam też do kontaktu z astrologiem – Józefem Onoszko – aby umówić sie na konsultację – skontaktuj sie  ze mną. Umawiam spotkania osobiste w Trójmieście, oraz wtedy, kiedy Józef jest w Trojmieście –  na Skype. Przyjrzyj się  także moim malowanym  na zamówienie ASTROMANDALOM i MANDALOM oraz ANIOŁOM i ZWIERZĘTOM MOCY – być moze zamówisz coś dla siebie lub swoich bliskich? Znajdziesz je w zakładce MALARSTWO  ENERGETYCZNE.

Po bieżące informacje zapraszam na FB: Magdalena Pfeifer Arts – polub moją stronę na FB 😀
Jeśli lubisz niebanalne dodatki do  ubrań lub mieszkania – zajrzyj do mojego SKLEPU 🙂

Zodiak w alkowie – Koziorożec

Zodiak w alkowie – Koziorożec

KOZIOROŻEC

Jak kamień trwa - na stanowisku.

A zegar tyka.

Bacz, by nie zejść z wytyczonej drogi.


KOZIOROŻEC

– Jestem teraz na służbie. Nie powinienem z panem rozmawiać prywatnie. Ale, jak widzę dostał pan pozwolenie od moich przełożonych. A ja dostałem rozkaz. W takim razie słucham, o co chce pan zapytać?

– Na początek – możemy sobie mówić po imieniu?

– Nie, nie będziemy sobie mówić po imieniu, wolę zachować dystans – odpowiedział, krótko  tonem, z którym nie zamierzałem  nawet dyskutować. Natychmiast nabrałem respektu i – jakby to powiedzieć… – zebrałem się w sobie. Wyprężyłem się nawet.

Natomiast Koziorożec najwyraźniej wypełniał swój obowiązek, a w tej chwili było nim poinformowanie mnie na temat zasad, jakimi się kieruje.

– Oczywiście, jak pan wie,  jestem częścią systemu. Jak my wszyscy, tylko ja jestem tego świadomy. Jestem architektem swojego życia, kreślę plany, ustalam zasady i stoję na ich straży, na straży prawa. Konstruuję kodeksy. Kładę podwaliny. Pilnuję  również przestrzegania raz ustalonych zasad – moich – zaznaczam. Moich, czyli takich, które sam stworzyłem lub zaakceptowałem. Przede wszystkim liczy się praca, porządek, kontrola i posłuszeństwo. Nie pozostawiam rzeczy przypadkowi, wszystko dokładnie planuję. Ustalam granice, nie wolno ich przekraczać. Granice przecież służą do ograniczania, jak sama ich nazwa wskazuje. Do pokazywania ludziom gdzie jest początek, gdzie koniec i ile mogą. Najlepiej jest, jak  nie mogą zbyt wiele, rozbestwiają się wtedy tylko. Kiedy człowiek zna swoje ograniczenia, czuje się bezpiecznie. Zresztą po to są właśnie granice, by zachować bezpieczeństwo, a ich przekraczanie to zaprzeczenie bezpieczeństwa, czyli ryzyko. Władza natomiast opiera się na zasadach i rygorystycznym przestrzeganiu ich. Wtedy jest porządek i wiadomo jak żyć. – mój wzrok padł na wiszącym  na ścianie regulaminie, oraz na leżących na stole pakietach tabliczek z napisami „zabrania się…”  i „zakaz…”. – Spokój i chłód uczuciowy to moje atuty. Tak, mówią, że jestem chłodny, a nawet bezduszny. Faktem jest, że nie jestem zbyt emocjonalny, kontroler przecież nie może się roztkliwiać, musi być restrykcyjny. Władza to chłód i bezwzględność.

Zamilkł  na chwilę, a ja nie miałem śmiałości mu przerywać – naprawdę budził respekt. Teraz jednak skorzystałem z okazji i nieśmiało (słyszałem, że Koziorożce są nieśmiałe, ale o tym sza! Nie mówmy o tym, niepotrzebne mi trudności i kłopoty z powodu plotek, Koziorożec ich  nie znosi).

– Czy możemy porozmawiać o pańskim życiu prywatnym?

– Zazwyczaj nie rozmawiam o prywatnych sprawach.  Ale skoro nalegasz, to ci odpowiem, podoba mi się twój upór, doceniam go i nagrodzę kilkoma słowami. Poza tym wykorzystam okazje i jasno  nakreślę  swoje stanowisko na ten  temat – zdecydowanie ukrócę wszelkie dywagacje. Mam na sprawy damsko – męskie bardzo konkretne poglądy. Otóż miłosne uniesienia są mi obce. Romanse nie wchodzą w rachubę, tylko małżeństwo, ale nie spieszę się z tym, to zbyt poważny krok, by postępować lekkomyślnie. Trzeba dokładnie rozważyć za i przeciw. Kiedy zwiążesz się z nieodpowiednią osobą, poniesiesz tego konsekwencje. Dlatego też lepiej nie żenić się zbyt młodo. Trzeba dojrzeć do tego. I wybrać dojrzałą kobietę. Doświadczoną, pracowitą. Koniecznie też musi być zaradna i oszczędna. Dobrze, by była poważna, nie żadne fiu bździu. Wie pan, małżeństwo, rodzina, to przedsiębiorstwo. Pana zdaniem jestem wyrachowany? Wszystko trzeba przekalkulować, to moja dewiza. Szanuję cudze zasady i wymagam tego samego dla siebie – spojrzał na mnie twardym, zimnym wzrokiem – Jednak, kiedy już wybiorę kobietę, to będę trwać przy niej wiernie, aż do śmierci. Do czarnego końca –  przy okazji to mój ulubiony kolor. Nie lubi pan tematu śmierci? Śmierć jest wpisana w koło życia, wszyscy umrzemy, nie zmieni pan tego. Na każdego przychodzi czas. Czas jest nieubłagany. Bezwzględny. To ostateczna granica naszego życia na tym padole.

Rozejrzałem się dyskretnie po pokoju. Oczywiście mój rozmówca to zauważył.

– Jak pan widzi, mieszkanie mam dość skromne i jest tu tylko to, co jest potrzebne i solidne. Choć nie wszystko było tanie niestety. Lubię tanio kupować, ale rzeczy mają być przede wszystkim trwałe i dobrej jakości. Biedni ludzie nie mogą sobie pozwolić na byle co.

– Wysoko pan mieszka – zauważyłem.

– Owszem, trudno się tu dostać, dużo tych schodów i są dość strome. To wyrabia charakter. Wysiłek i trud szlifują człowieka, nadają mu formę. Budują morale i wzmacniają kręgosłup – zarówno etyczny jak i fizyczny. I kondycję, na to trzeba pracować, pan się zadyszał… taki młody, też coś! Za to dzięki temu mam wspaniały widok na góry. – przez chwilę się zapatrzył na surowy widok za oknem. – No i stanowią granicę dla niechcianych gości. Mało kto tutaj zagląda. Zbyt tu niedostępnie.

Po chwili kontynuował:

– Oszczędność formy, oszczędność słów, to moja dewiza. Pieniądze też należy liczyć i oszczędzać. Niektórzy sądzą, że jestem sknerą. Ale tylko dzięki systematycznemu oszczędzaniu i odmawianiu sobie przyjemności, czy bezsensownych, nieprzemyślanych zakupów, mam zapasy na czarną godzinę, solidne zabezpieczenie. Nie jeżdżę samochodem, tylko komunikacją miejską. Prywatnie. Służbowo oczywiście tak, w końcu jestem policjantem i nie będę gonił złodziei na piechotę! Prawo ponad wszystko! Trzeba się do niego stosować. Wiem o pańskim mandacie, ale nie umorzę go panu. – przyznam, że się zawstydziłem – Jak nie zostanie zapłacony w terminie, to przyślę ponaglenie wraz z odsetkami. Rozliczę pana z tego. Należy ponosić konsekwencje złamania zasad, one zawsze człowieka dopadną. To, że się znamy nie znaczy, że będziemy łamać reguły – ma wzrok jak skała, trudno się pod nim nie ugiąć – Mówi pan, że niektórzy się śmieją, że wypisuję mandaty? Dla mnie to jest naturalna ścieżka kariery: zgodnie z zasadą od „krawężnika” do pułkownika. Nie ma czego się wstydzić. Mam wysokie ambicje, dalekosiężne plany i realizuję je może niezbyt szybko, ale za to posuwam się coraz wyżej, krok po kroku, podczas kiedy inni porzucają swoje bo idą na łatwiznę. Tylko sumienną pracą i cierpliwością można do czegoś dojść w życiu. Systematyczność to moja dewiza. Niestrudzenie czekam na swój czas, na moją kolej. Zresztą czas trzeba szanować, stracone minuty już się nie wrócą. Nigdzie się nie spieszę i postępuję rozważnie. Wymagam nie tylko od innych. Także, a nawet przede wszystkim od siebie. Jak już wspominałem, konsekwentnie i nieubłaganie dążę do celu. Moje życie to precyzyjnie budowana konstrukcja.

Z każdym jego słowem  nabierałem do tego człowieka coraz większego poszanowania. Zdecydowanie zasługuje na miano autorytetu, choć może raczej jest autorytarny, gdyż wydaje się być dość represyjnym człowiekiem. I bezwzględnym. Zaraz się przekonałem, że mam rację. Bezceremonialnie mnie wyprosił. Po prostu otworzył drzwi i bez mrugnięcia okiem powiedział:

– Koniec rozmowy, wracam na służbę. Żegnam. – Zdecydowanie postawił kreskę na naszej rozmowie. Koniec i kropka.

Cóż miałem zrobić? Wstałem, grzecznie się ukłoniłem stukając obcasami (mało brakowało, a bym mu zasalutował!) i wyszedłem. Po tym spotkaniu musiałem pobyć trochę sam, poobcować z tym, co Koziorożec mi powiedział. Dotknąć tego. Zmierzyć to w sobie i przepracować. Dowiedziałem się wielu konkretów i należało to rozważyć, bo jego argumentacja była bardzo rozsądna i trafiała do przekonania. Zresztą trochę samotności jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Dobrze było także ochłonąć przed kolejnymi wizytami. Już wiedziałem, że zostały mi tylko dwie, odkąd się zorientowałem, że odwiedzam Znaki Zodiaku. Tylko dwie, ale spodziewałem się najdziwniejszych rzeczy, więc należało zadbać o odpowiednie nastawienie.

Wywnioskowałem, że każdy kolejny ze znaków jest coraz wyżej w rozwoju człowieka  i natury. Jest także kompletnym przeciwieństwem poprzedniego. I tak na przykład Baran lubi zdobywać i być wszędzie pierwszy, działa przy tym samodzielnie, Byk to pacyfista, materialista i miłośnik spokoju, kocha partnerstwo, Bliźnięta to roztrzepane, ale bardzo sprytne intelektualistki, Rak jest ciepłą, uczuciową, opiekuńczą, ale i lękliwą istotą.  Lew to zakochany w sobie i w luksusie król wszystkiego, natomiast Panna –  jest skromna, usłużna i pracowita, Waga – towarzyska, piękna i zdecydowanie nie pracowita. Tajemniczy, charyzmatyczny i skryty Skorpion strzegący skarbów (jakich? Nikt nie wie!) i tajemnic, które rozbrajająco szczery Strzelec może niechcący „wychlapać” całemu światu. Ten ostatni marzy o przekraczaniu granic, natomiast Koziorożec o ich stawianiu. Jaki Jest Wodnik i Ryby? Idziemy coraz wyżej, więc podejrzewam, że u Wodnika będzie kosmicznie, a u Ryb? Może jak  w niebie?

Wkrótce miałem się i o tym przekonać.

c.d.n.

 

Aby przeczytać wcześniejsze fragmenty tej historii zalecam rozpocząć od WPROWADZENIA . A potem kolejno – BaranBykBliźniętaRak, Lew  oraz Panna i

A na koniec Skorpion,i Strzelec

Zapraszam też do kontaktu z astrologiem – Józefem Onoszko – aby umówić sie na konsultację – skontaktuj sie  ze mną. Umawiam spotkania osobiste w Trójmieście, oraz wtedy, kiedy Józef jest w Trojmieście –  na Skype. Przyjrzyj się  także moim malowanym  na zamówienie ASTROMANDALOM i MANDALOM oraz ANIOŁOM i ZWIERZĘTOM MOCY – być moze zamówisz coś dla siebie lub swoich bliskich? Znajdziesz je w zakładce MALARSTWO  ENERGETYCZNE

Jeśli lubisz niebanalne dodatki do  ubrań lub mieszkania – zajrzyj do mojego SKLEPU 🙂

 

Zodiak  w alkowie –  Strzelec.

Zodiak w alkowie – Strzelec.

STRZELEC


W poznaniu swym wciąż dalej i wyżej.

Śmiech dziecka -

Przygoda.

 

 

Żeby się do niego dostać, musiałem odbyć sporą wyprawę, ale cieszyłem się  na nią samą, jak i na rozmowę z tym zapaleńcem. Tak, tak można go określić. Mieszkał daleko, ale za to wokół jego domu było mnóstwo przestrzeni. Dochodziłem do domu, kiedy gospodarz wybiegł w podskokach przed dom i żywiołowo z głośnymi okrzykami radości mnie przywitał. Wspaniale powitanie! Nie znamy się zbyt dobrze, ale przy nim każdy czuje się jak najlepszy kolega – jest bardzo otwarty. Z pewnością jest to cecha, która w jego licznych podróżach pomaga mu zjednywać sobie ludzi.

– Cześć, kolego, masz szczęście, że mnie zastałeś, dopiero co wróciłem z podróży! Dawno się nie widzieliśmy! Jeszcze nie byłeś u mnie, prawda? Niedługo jadę w dalszą podróż, tylko się trochę przepakuję.

– Dobrze trafiłem, widzę! – rzekłem uradowany, bo faktycznie głupio by było przyjechać taki kawał drogi i go nie zastać – Ty jak zwykle w drodze – niby na miejscu, a jednak wciąż w podróży i przygodzie!

– Życie to droga sama w sobie, to jest takie ekscytujące! Poznawanie wszystkiego co nowe, inne – to mnie interesuje najbardziej! Zresztą znasz mnie, nie zagrzeję miejsca w domu zbyt długo! Dom ma być portem, miejscem odpoczynku pomiędzy podróżami i przygodami. Trzeba jeździć, poznawać świat! Bawić i cieszyć się tym,  żyć z entuzjazmem! Z rozmachem! A ty co robisz? Odwiedzasz wszystkich po kolei, wszystkie znaki zodiaku! – roześmiał się widząc moją minę – Tak, tak, wieści się rozchodzą po świecie! Sam więc widzisz, że warto podróżować, poznawać… uczysz się siebie, prawda? Tego, że każdy jest inny i ty masz to wszystko w sobie! – było dużo racji w tym co powiedział. Wiedziałem, że jak przyjdę do Strzelca, to ten naświetli mi szerszą perspektywę, skłoni do myślenia. Ja na to tak nie patrzyłem – on we wszystkim natomiast doszukuje się wyższych celów i niejednokrotnie ma rację. Nie da się tego gościa nie lubić i nie szanować.

– Podróże i poznanie rozwijają  nas samych, nasz światopogląd i tolerancję, a także samopoznanie! – kontynuował – Chcąc nie chcąc, podróżując w ten, czy inny sposób – czy to fizycznie, czy choćby tylko w marzeniach i palcem po mapie – rozwijasz swoją wiedzę o sobie, o świecie, po prostu podnosisz świadomość, uczysz się! Te rzeczy cię rozwijają człowieku, poszerzają horyzonty! Nie od parady mawia się, że podróże kształcą! – roześmiał się gromko i rubasznie.

Jego światopogląd, zapał i optymizm jest zaraźliwy. Nie mogłem się wprost oprzeć tej przygodzie. W sumie, jak słusznie zauważył, przeżywam właśnie własną.

– Myślisz, że jestem wystarczająco mądry, by wyciągnąć właściwe wnioski z tej „podróży”?

– Oczywiście, kolego, że jesteś wystarczająco mądry, każdy rozwija swoją świadomość podług swojego aktualnego stanu inteligencji. Ale umówmy się, gdzie ci do mnie! – jego szczerość jest rozbrajająca, jest powszechnie znany z tego, że jak czasem coś powie…

– A nie chciałbyś czasem po prostu posiedzieć w domu, pomieszkać?

– O, nie! Jeszcze nie zwariowałem! Zresztą cały świat jest moim domem! A co za tym idzie – właściwie nigdy donikąd nie wyjeżdżam! – znów się gromko roześmiał. Pomimo całej jego inteligencji i obycia jego częste żarty nie są zbyt wyrafinowane i zdarza mu się strzelić gafę. Może dlatego jest odbierany jako „swój chłop”. Tymczasem dalej prawił – Wiesz, nie zgadzam się z poglądem, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, choć uważam, że każdy ma prawo do własnego zdania. Jestem tolerancyjny. Rozumiem i akceptuję czyjąś inność w tym względzie. Generalnie wyrażam pogląd, że trzeba patrzeć tam, gdzie wzrok nie sięga. Także myślą. Sięgać wyżej, dalej, przekraczać granice! Oczywiście i mentalnie i fizycznie! Odrobina ryzyka jeszcze nikomu nie zaszkodziła!

– Co masz na myśli?

– Ogólnie przekraczanie granic. We wszystkim. Nie tylko granice pola, czy państwa. Choćby w sporcie – świetnie jest sprawdzać, jaką masz wytrzymałość, przebiec tyle, skoczyć wyżej, a to rodzaj ryzyka, bo przecież może się  nie udać. Możesz przegrać lub wygrać. I nie ma znaczenia czy ze sobą czy z kimś. Lubię rywalizację!

– A mentalnie? – czy masz na myśli religijność?

– Raczej umysłowe życie duchowe, tak, u mnie nie ma miejsca na ślepą wiarę. Pociąga mnie radość dziecka w odkrywaniu nowych terenów, również myślowych. Lubię też pofilozofować. Najlepiej przy butelce dobrego wina, o, tu kieliszki, proszę, na zdrowie! Dobrze jest rozważać o wyższych celach ludzkości, ale także jednostki, jaką jest człowiek. Duchowość jest ważna, rozumiesz, ale taka na najwyższym poziomie, trzeba mierzyć wysoko. Oraz etyka! Moralność! Szczerość! Acha, słyszałeś o mojej szczerości? I o tym, że nie utrzymam tajemnicy? Coś w tym jest… – zamyślił się  na chwilę… Skorzystałem z okazji i zapytałem o kobiety w jego życiu.

– Kobiety… każdą kochałem! Choć w różny sposób. Każda była fascynującą życiową przygodą. Z niektórymi nadal się przyjaźnię, wiesz? Przy tym trybie życia i mojej potrzebie wolności związki to nie jest dobry pomysł. Poza tym w związku musi być… energia, kobieta musi być interesująca, najlepiej dzielić moje pasje. Interesują mnie także egzotyczne kobiety! Nie dla mnie kury domowe, takie, co to się przykleją do faceta… ja potrzebuję przestrzeni! Poza tym, sam, chłopie, chyba wiesz, jak to jest w podróży –  łatwo o romans. Niezobowiązujący – najlepiej. Ja jestem myśliwym… Lubię seks, oczywiście! Uważam jednak, że seks sam w sobie to zwykła kopulacja, zaspokajanie instynktów, a mnie potrzeba czegoś, ważne jest porozumienie intelektualne, duchowe… sypiam więc tylko z wyjątkowymi kobietami.

Strzelec może opowiadać godzinami, to znany gawędziarz. I teraz kontynuował:

– Mówiłem już, że mój dom jest wszędzie? Tam, gdzie akurat śpię, haha! A to mieszkanie? To jest baza, w której trzymam wszystko, co mi potrzebne do pracy i do podróży. Dlatego trochę tu nieporządku, wybacz. Lubię duże okna, ładny widok prawda? Nie mógłbym mieć za oknem żadnych zabudowań, chyba bym się udusił! Potrzebuję przestrzeni! Uwielbiam patrzeć, jak pomarańczowa kula słońca znika za widnokręgiem i obmyślać kolejne wyprawy. Pomarańczowy mnie inspiruje! Wiesz,  niedługo wyruszam dalej, będę jeździł z cyklem wykładów etyczno – filozoficznych. Będą traktować o różnicy między duchowością, a religijnością – muszę się troszkę przygotować, posiedzieć trochę w mojej bibliotece. Mam nadzieję, że nie będzie to tylko nudna gadanina, a publiczność stanie na wysokości zadania i da się porwać w dyskusję! – pod tym względem absolutnie nie musiał się martwić. Jego barwna osobowość, otwartość prowokowała ludzi do zadawania pytań, a wiedza i zajmujący sposób opowiadania przyciągała rzesze ludzi  na jego wykłady – Lubię się spierać, prowadzić dyskusje, zdobywać kolejne flanki! Muszę przyznać, że pod tym względem jestem jak dziecko, które ciągle patrzy na ile sobie może pozwolić! Trzeba wysoko i daleko mierzyć! Widzę, że przyglądasz się ścianom, masz rację, tu trochę wygląda, jak na egzotycznej wystawie lub w muzeum etnograficznym!

I zaczął opowiadać:

To są eksponaty z Afryki, te z Borneo, tu rzeźby z Polinezji. Prawda, że są niezwykłe? Zawsze coś przywożę z moich podróży…

Jakiś czas trwała ta opowieść. W końcu zapytałem, czym jeździ na swoje wyprawy.

– Nie jeżdżę samochodem – odpowiedział – Nie potrzebuję. Jeżdżąc pociągami, czy autobusem, a nawet autostopem można lepiej poznać świat i go zrozumieć. Możesz obserwować ludzi i uczyć się otwartości  na nich i tolerancji. Tak, to jest bardzo ważny termin, nie tylko do rozważań teoretycznych. Do wszystkiego, co robię podchodzę z entuzjazmem! Niektórzy widzą we mnie lekkoducha i awanturnika, ale się mylą – ja po prostu żyję pełnią piersią i wierzę, że można wybrnąć z każdych kłopotów. Pieniądze? Raz są, innym razem nie ma. Grunt, to dobra zabawa w życiu, nie można się oglądać na forsę!

Jego wiara w dobry los także była zaraźliwa, z nim wszystko wydaje się łatwiejsze niż jest w rzeczywistości.

– Psiakrew! – zaklął – Wino się skończyło… to co? Idziemy w Polskę? Nie skorzystasz? Idziesz już? No, dobrze! Wędruj dalej, szerokiej drogi, kolego! Kto ma cię zrozumieć w tej materii, jak nie ja? Na razie, dobrze było cię widzieć!

I tak, dziękując za to błogosławieństwo powędrowałem dalej. Czekała mnie teraz trudna przeprawa, bo, tak jak Strzelec kocha przekraczać granice, miałem odwiedzić kogoś, kto je uwielbia dla odmiany stawiać i przestrzegać. No, może słowo „uwielbia” to nadużycie

. Powiedzmy sobie, że uważa to za obowiązek – i to jest to właściwe, dość konkretnie opisujące tego jegomościa słowo. Nie, nie, stanowczo Strzelec jest jegomościem, jowialnym do tego, a ten to raczej… suchy służbista.

Szybko się o tym przekonałem.

c.d.n.

 

Aby przeczytać wcześniejsze fragmenty tej historii zalecam rozpocząć od WPROWADZENIA . A potem kolejno – Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew  oraz Panna i

A na koniec Skorpion.

Zapraszam też do kontaktu z astrologiem – Józefem Onoszko – aby umówić sie na konsultację – skontaktuj sie  ze mną. Umawiam spotkania osobiste w Trójmieście, oraz wtedy, kiedy Józef jest w Trojmieście –  na Skype. Przyjrzyj się  także moim malowanym  na zamówienie ASTROMANDALOM i MANDALOM oraz ANIOŁOMZWIERZĘTOM MOCY – być moze zamówisz coś dla siebie lub swoich bliskich? Znajdziesz je w zakładce MALARSTWO  ENERGETYCZNE.

W tym miejscu  zapraszam Cię też do  obejrzenia moich  akwarelowych  AKTÓW – może którys Cię urzeknie i zapragniesz mmieć go  na własność? Albo  KUBEK z reprodukcją jednego  z aktów?

Jeśli lubisz niebanalne dodatki do  ubrań lub mieszkania – zajrzyj do mojego SKLEPU 🙂

 

 

 

Zodiak  w Alkowie – Skorpion

Zodiak w Alkowie – Skorpion

SKORPION

W mrocznej głębi cierpliwie przyciąga. 
Zmiany odnowa wciąż.
Pod zimną skorupą wrze.

To będzie wizyta, którą zapamiętam do końca życia. Dlaczego? Hmmm. Zastanówmy się. Chociażby dlatego, że w chwili, kiedy pomyślałem o Skorpionie ktoś zarzucił mi worek  na głowę i bezceremonialnie wrzucił do samochodu z przykazaniem, że mam grzecznie siedzieć, nie podglądać i nie zadawać pytań. Wolałem nie ryzykować, więc zastosowałem się do polecenia. Jechaliśmy jakiś czas, biorąc sporo zakrętów, aż się zatrzymaliśmy. Wówczas dwóch osiłków wzięło mnie pod ręce i zaprowadziło przed oblicze szefa. Trochę mi nogi zmiękły, nie powiem.

Nigdy nie miałem takiego poczucia zagrożenia, ogromnego lęku i pewności jednocześnie. Ten człowiek jest niesamowity. Fascynujący. Jego wzrok… kiedy patrzy  człowieka, przeszywa go wzrokiem na wylot. Tak jakby wszystko o mnie wiedział. Jakbym był przezroczysty. Jest  bardzo ostrożny, co dał mi odczuć – ale jednocześnie przyjacielski. W tym samym czasie, kiedy uśmiechał się i klepał mnie po plecach, kiedy czułem, że to może być  najlepszy, najwspanialszy przyjaciel, jakiego ziemia wydała –  dawało się odczuć, że jeden fałszywy krok, odrobina nielojalności i już po mnie. Na szczęście byłem  na to przygotowany. Również  na to, że to człowiek prawdopodobnie owładnięty pasją, a może nawet paranoją.

– Wybacz mi takie przyjęcie, ale podobno zapragnąłeś się ze mną widzieć – siedział w fotelu za ogromnym biurkiem; nieznacznym ruchem głowy odprawił osiłków. Wstał, otworzył szeroko ramiona i wziął mnie w objęcia. Potem usiadł z powrotem w fotelu i kontynuował– Oni czasem za bardzo się starają. Muszę jednak zachować niezwykłą ostrożność, wiesz – wróg nie śpi. A oni są bardzo lojalni. To bardzo cenne.– wiedziałem, że chłopcy dostali po prostu rozkaz.

Chodzą słuchy, że jego „służba” (de facto mówi się o regularnej zaufanej armii) zrobi dla niego absolutnie wszystko. A jak nie – bezwzględnie wymienia ludzi, nie oglądając się na nic i przed niczym nie cofając.

– Ale mój przyjacielu, co cię do mnie sprowadza? –  nic nie jest tu takie, jak myślisz. Gdzieś kryło się drugie dno tej sytuacji, to, że chciałem tu być to jedno, ale skoro tu jestem, to znaczy, że gospodarz ma w tym swój jakiś cel, ukryty cel… skąd we mnie ta podejrzliwość? Chyba przeniknęła mnie atmosfera panująca w tym domu.

– Myślałem, że może przeprowadzimy wywiad… – spróbowałem szczęścia. Popatrzył na mnie uważnie, a ja poczułem się goły.

– Wywiad, to ja mam –  przesunął w moją stronę teczkę leżącą  na biurku. Z niepokojem i zdziwieniem otworzyłem ją, a w środku znalazłem swoje zdjęcia robione z ukrycia i różne dokumenty  na mój temat! Wszystko – dyplomy, narzeczone… nawet pewne sprawy, które załatwiałem w najwyższym sekrecie. Całe moje życie. On – obserwuje mnie? Po plecach przeszły mi dreszcze. Czy przed tym facetem nic się nie ukryje? Skąd on się o tym wszystkim dowiedział? Spojrzałem pytająco  na gospodarza:

– Coś ty myślał, że wpuszczę tu kogokolwiek? Byle chłystka? Musiałem najpierw dowiedzieć się coś  niecoś na twój temat. Kim jesteś i jaki jest stopień zagrożenia z twojej strony. Z zadowoleniem przyznaję, że będziesz miał we mnie przyjaciela, podoba mi się twój styl. Potrafisz też dochować tajemnicy, a to jest rzadka rzecz i bardzo sobie to cenię. Możesz zatem przeprowadzić ze mną ten swój wywiad, tylko nie liczyłbym na zbyt wiele i tak nie dowiesz się więcej niż to co widać, lub to, co po prostu będę chciał ujawnić. Wiesz, że u mnie jak w grobie, chronię tajemnice. A znam ich sporo, bo widzę wszystko, nawet, jak nie patrzę. Sam to zresztą właśnie odczułeś… – zawiesił na chwilę głos i przyjrzał mi się – Fascynuje mnie wszystko  to, co ukryte. Wyczuwam cudze intencje, wystarczy, że na kogoś spojrzę. Twoje też, więc nie kombinuj. Nikomu nie ufam. Jestem lojalny ale też bardzo podejrzliwy.

Cały czas byłem obserwowany. Ale ja też swoje wyciągnę, bo też jestem uważnym obserwatorem. Gospodarz to wiedział.

Słyszałem wiele na temat Skorpiona, ten człowiek tak fascynuje i pobudza wyobraźnię ludzi – mówi się, że jest niebezpieczny, ale jednocześnie też i wspaniałomyślny. Niejednoznaczny człowiek. Patrzę na niego i… nie wiem co myśleć. Jestem zdezorientowany i czuję się tak, jakbym siedział  na bombie z opóźnionym zapłonem  – nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie. Panowała tu taka atmosfera. Pozornego spokoju. Tymczasem Skorpion dalej mówił:

– Pamiętaj, że ja tak łatwo nie odpuszczam, jak się w coś zaangażuję, to do bólu. Do ostatka. Jesteś ze mną, albo przeciwko mnie, a jak zagrozisz mojej rodzinie, bliskim mi ludziom – to się zemszczę. Nie bój się, odczekam na stosowny moment, choćby to miało trwać wieczność. Jestem bardzo cierpliwy. Nawet nie będziesz wiedział, kiedy zaatakuję. To będzie zawsze ten moment, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Ważna jest niezawodność. Przyjaciele też muszą być niezawodni. Tego wymagam od swoich ludzi. Niepokoję cię? To dobrze. Zatem zachowasz ostrożność.

– A co dzieje się z tymi, którzy jednak cię… w jakiś sposób zawiodą? – odważyłem się zapytać.  Chwilę wcześniej wstał z fotela i odwrócił się w stronę okna tyłem do mnie, założywszy ręce na plecy. Nawet nie drgnął usłyszawszy pytanie.

– Obserwuję wszystko wokół i zapamiętuję. Pamiętam każdą, nawet najmniejszą zniewagę. Absolutnie wszystko. Przysługi oczywiście też. Nie radzę robić sobie we mnie wroga. Wrogowi śmierć… Tym bardziej, jak ktoś ze swoich będzie próbował mnie wykiwać, choć to praktycznie niemożliwe. Lepiej mieć we mnie przyjaciela. Za przyjaciół oddam życie.

Czyli jednym ze słów – kluczy jest dla niego lojalność. Rozejrzałem się po pokoju. Nie było tu zbyt wiele światła, była to jakby jaskinia przyczajonego w ciemności mitycznego stwora. Pomimo, że Skorpion wciąż stał do mnie tyłem i zwyczajnie nie mógł tego widzieć – zapytał, jakby wiedział o czym myślę:

– Zastanawiasz się czemu zasłaniam okna? Dla bezpieczeństwa. Nie wszystko musi być widać. Najcenniejsze jest to, co ukryte. Nie lubię się odsłaniać, nie wolno do tego dopuszczać. Trzeba mieć kontrolę nad otoczeniem i nad ludźmi, zabezpieczać się i chronić na wszelkie możliwe sposoby. Tak – mam sejfy i chronię skarby. Jakie? Na to pytanie nie odpowiem. Czy mam broń? Oczywiście. Mam też sporo różnego rodzaju zapasów wody i żywności na wypadek wojny oraz schron. Jest tak zbudowany, że chroni nawet przed promieniowaniem jądrowym. Oczywiście mam tam wszelkie zapasy umożliwiające przetrwanie dla mojej rodziny przez dłuższy czas.

Ten facet chyba czytał mi w myślach, bo odpowiadał  na moje pytania w momencie, kiedy rodziły się w mojej głowie. Widać było, kto tu kontroluje sytuację.

– Czy są tu tajemne przejścia? Być może. Ten dom to twierdza, więc sam sobie pomyśl. A, że trochę ponura, to nieważne. Ważne jest bezpieczeństwo. Okna i drzwi są pancerne. Jestem przygotowany na najczarniejszą z godzin. Na każdą ewentualność. Każdą. I u mnie nie ma wybacz. Zapamiętaj sobie to. – Zamilkł  na chwilę, po czym znów się odezwał – Mam cię na nagraniach – rozejrzałem się trochę spłoszony – Oczywiście, że są tu kamery, coś ty myślał? Ile razy mam powtarzać, że szeroko zakrojone bezpieczeństwo to podstawa?! Nie, nie mam paranoi. Po prostu wiem więcej niż inni. Powtarzam – mam wgląd w to, co niedostępne zwykłym ludziom.

To  na pewno. Legendy  krążące na temat tego człowieka znajdowały potwierdzenie. Niesamowity jest. Przykuwa uwagę i czuć, że pod maską pozornego spokoju ukryte są oceany uczuć, pasji, że tam cały czas coś się dzieje, wrze, jak lawa pod skorupą ziemską. Jest jak uśpiony, lecz czynny wulkan. Nigdy nie wiadomo, kiedy i co zrobi.

– Wiem, co ludzie o mnie mówią. Boją się moich, nazwijmy to, wybuchów. Słusznie. I rzeczywiście, czasem kogoś bez skrupułów… uciszę, niektórzy na to  naprawdę zasługują, ale najlepszą strategią jest dezorientacja przeciwnika. Ważne, bym miał  nad tym kontrolę.

Chwilę pomilczał, a ja wiedziałem, że absolutnie nie powinienem się odzywać.

– Czy ja stosuję przemoc? I manipulację? Czy jestem okrutny? Tak słyszałeś? Ja tylko wydobywam z ludzi ich prawdziwe intencje i taką wiedzę o nich samych o jakiej nie mieli pojęcia, że istnieje. Życie to wojna, więc wszystkie chwyty są dozwolone. Uzależniam ludzi od siebie? I zmuszam do tego, co wg mnie mają robić? Jak mam dbać o czyjeś bezpieczeństwo, chronić kogoś, osłaniać, to musi bezwzględnie się mi podporządkować, przecież to oczywiste. Prawda? Bezwzględnie! –  Posłusznie pokiwałem głową. Faktem jest, że ten facet ma charyzmę, a jego głos i wzrok hipnotyzuje. Niewątpliwie wywiera swoją osobowością silny wpływ wszędzie, gdzie się pojawia (o ile wychodzi ze swej kryjówki).

– Metod podporządkowywania sobie ludzi jest sporo, niektóre bardzo subtelne…Ważny jest nacisk. Uporczywy, długotrwały, prowadzący do transformacji. Tylko najsilniejsi są w stanie go wytrzymać. Ale kiedy to przetrzymają – nic nie będzie w stanie ich złamać. Oooo, potrafię dać wycisk! Zresztą ludzi często nie trzeba zmuszać otwarcie. Użycie siły nie zawsze jest dobre i często nie przynosi oczekiwanych efektów. Wystarczy mieć przekonujące – postawił akcent na to ostatnie słowo – argumenty i czasem użyć trochę podstępu. Czasem należy cierpliwie poczekać  na odpowiedni moment i właściwie go wykorzystać. Nie należy działać jawnie, lecz w sposób nieoczywisty skłonić ludzi do tego, by robili co chcesz. Dobrą metodą jest wywoływanie długotrwałego przymusu. Czasem warto postawić na zakulisowe działania.

– Cierpliwie czekać i wykorzystać moment. Czyli, jak ktoś się tobie narazi to zapłaci za to?

Wiedziałem, że tak jest, choć on nic na to nie odpowiedział. Przez chwilę obaj milczeliśmy. Wreszcie się odezwał:

– Wiesz, nie trzeba się mścić. Wystarczy usiąść na brzegu rzeki i poczekać aż spłyną nią zwłoki twojego wroga, jak mówi przysłowie wschodnie. – Zabrakło mi słów. Na taką ripostę nie ma kontrargumentu. Trafił w samo sedno i użył broni grubego kalibru. Jak zwykle. Moc tego człowieka poraża, przenika na wskroś i zmiata z powierzchni ziemi.

– Można twoje postępowanie porównać do raka powoli rozwijającego się w ukryciu i opanowującego organizm nic nie podejrzewającego gospodarza? I  nagle – bum! Wiadomość zmieniająca życie?

– Taaaa… coś w tym jest. Kto się ze mną zetknie, czy tego chce, czy nie zawsze spotka się z jakąś zmianą, z transformacją. Często tą ostateczną. Musisz zauważyć jedno. Trudne przeżycia nas wzmacniają. Uodparniają i powodują, że im bardziej jesteśmy do nich zahartowani, tym szybciej dochodzimy do siebie.

– Podobno sam jesteś bardzo wytrzymały, wymagający wobec siebie i bardzo szybko się regenerujesz? Szybko dochodzisz do zdrowia?

-Też. Ale to dotyczy regeneracji również po wyczerpujących treningach. Lub trudnych przeżyciach… Jestem bardzo zawzięty. Przede wszystkim siebie zmuszam do wysiłku i transformacji, nie tylko innych ludzi. Robię coś tak długo, aż uzyskam pożądany efekt. Nie odpuszczam. To oczywiście może powodować ekstremalne wyczerpanie, po którym trzeba szybko dojść do formy. Taki los wojownika.

– Lubisz ekstremalne sytuacje? Czemu tak siebie katujesz?

Nieznacznie się uśmiechnął.

– Katuję? Tak bym tego nie określił. Ale jakby się  zastanowić…może rzeczywiście inni tak to odbierają. Ja zwyczajnie ćwiczę wolę. Wystawiam na próbę swoją siłę. Powoli, systematycznie, uporczywie. Wciąż i wciąż. Trzeba być przygotowanym w każdej chwili do odparcia wroga, więc nieustannie trzeba trenować.

– Pijesz alkohol?

– Przepraszam, niczym cię nie poczęstowałem! Jak widzisz, nie jestem zbyt gościnny. Ale oczywiście jeśli chcesz – już kiwnął na ochroniarza, który bezszelestnie pojawił się znikąd, a może był tu cały czas? – przynieś coś mocniejszego! – po chwili stał przede mną niewielki kieliszek, jednak kiedy umoczyłem wargi w płynie poczułem ogromną moc trunku. Taką, że nie byłem w stanie go przełknąć. Gospodarz nie pił. Cierpliwie poczekał, aż skończę kaszleć.  Rzekł:

– Ja nigdy nie piję. Analiza i utrzymywanie kontroli wymaga czystego, nie zakłóconego używkami umysłu. Poza tym człowiek po alkoholu robi głupoty i nie jest w stanie odpowiednio szybko reagować.

– Słuchaj… czy ty  czasem stąd wychodzisz? Wyjeżdżasz czasem dokądś?

– Dużo pytań zadajesz! Tak, wyjeżdżam. Mam świetne auto. Pancerne.

Pokiwałem z uznaniem głową. U tego gościa nie ma półśrodków, widać, że we wszystko angażuje się całkowicie i nie przegapia niczego.

– Wykorzystujesz ludzi?

– A ty jak sądzisz? Wykorzystuję ich? Po co miałbym to robić?

– Do własnych celów. Nie chcesz odpowiedzieć. Szanuję to, wybacz mi śmiałość. – Zastanowiłem się chwilę nad kolejnym pytaniem –  Czy to będzie wielka niedyskrecja, jeśli zapytam cię o kobiety?

– Pytasz czy zmuszam kobiety do seksu? Nie mam powodu – same włażą mi do łóżka. Nie są w stanie mi się oprzeć. Jestem niesamowicie namiętny, to akurat jest powszechnie znany fakt. A to jest zawsze magnes na babki.

– Nie sądzisz, że przyciąga je również twoja wewnętrzna moc? I te tajemnice, które ukrywasz?

– O, to  na pewno. Mam ogromne potrzeby. Ale wiesz, jak to jest: kobiety najpierw lgną do silnych mężczyzn, a potem narzekają. Najpierw chcą siły i namiętności, a potem płaczą. Fakt, czasem w pasji, jak mnie trochę poniesie mogę stawać się nieco gwałtowny. Nie wszystkie to wytrzymują. Nie każda jest w stanie dotrzymać mi kroku. Poza tym kiedy już ktoś wejdzie ze mną w związek, to jest to na śmierć i życie. One i tego też nie rozumieją. Mnie się nie zdradza. – umilkł. Po dłuższej chwili znów się odezwał-  Oczywiście, wszystko odbywa się w ciemności. I w ciszy. Poza czyimkolwiek zasięgiem. Słyszałeś, że moje kobiety czuły się zniewolone? Jestem perwersyjny? – spojrzał  na mnie uważnie. To plotki. Ja tylko lubię mieć kontrolę. Nigdy nie wiadomo, co takiej przyjdzie do głowy. Ludzie czują się przeze mnie wykorzystywani, przymuszani, ale takie jest życie. Mówi się, że torturuję innych? Że z piwnic mojego domu słychać „jęki potępionych”? – zrobił gest imitujący cudzysłów – Wierz mi – ci, którzy mogliby coś powiedzieć na ten temat, już nie są w stanie.

Zrobiła się cisza, a mnie włosy stanęły na głowie. Przeszedł  mnie dreszcz. Popychany resztką odwagi czy może głupoty zadałem jeszcze pytanie na temat finansów. To był błąd. Gospodarz odpowiedział spokojnie, ale napięcie panujące w pokoju gwałtownie  wzrosło.

– Taaa… podobno mam polityków w kieszeni, a moje macki sięgają wszędzie. I kontroluję system bankowy. Ludzie nie mają pojęcia, co się dzieje pod powierzchnią. A dzieje się coś… o czym się nikomu nawet nie śni! Finanse – jedno, co ci powiem, to to, że trzeba się nimi bardzo opiekować. I ktoś to musi robić… wstał z fotela, odwrócił się w stronę wyjścia i na odchodnym rzekł:

– Niczego więcej się ode mnie nie dowiesz. Powiedziałem ci dokładnie tyle, ile chciałem, nie więcej. Jesteś swój i zawsze możesz na mnie liczyć. Jednak pamiętaj – jeśli zdradzisz to, co tu widziałeś i słyszałeś – dosięgnę cię wszędzie. Urządzę ci piekło. W moim ulubionym kolorze – krwi wsiąkającej w ziemię.

Na wszelki wypadek postanowiłem nie puszczać pary z gęby. Nici z artykułu. Jeszcze mi życie miłe. A wizyta – jak przewidywałem – okazała się fascynująca, jedna z tych, jakie człowiek zapamięta do końca życia. Jeszcze długo potem miałem wracać do niej pamięcią i po wielekroć ją analizować.

Siedziałem jeszcze chwilę nie wiedząc co robić, ale po chwili ochroniarze mojego gospodarza „zaopiekowali się” mną. Założyli mi znów worek  na głowę, wzięli pod ramiona i wyprowadzili z domu. Wsadzili do samochodu i wywieźli. Nawet gdybym bardzo się starał – nie odnalazłbym nigdy jego kryjówki.

Po tych przeżyciach pomyślałem, że dla przeciwwagi warto spotkać się z kimś bardziej optymistycznym. I przydałoby się trochę przestrzeni, która zrównoważyłaby moje poczucie przyduszenia jakie było efektem ostatniego spotkania. Mój wybór padł  na Strzelca. To równy gość.

c.d.n.

 

Aby przeczytać wcześniejsze fragmenty tej historii zalecam rozpocząć od WPROWADZENIA . A potem kolejno – Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew  oraz Panna i Waga

Zapraszam też do kontaktu z astrologiem – Józefem Onoszko – aby umówić sie na konsultację – skontaktuj sie  ze mną. Umawiam spotkania osobiste w Trójmieście, oraz wtedy, kiedy Józef jest w Trojmieście –  na Skype. Przyjrzyj się  także moim malowanym  na zamówienie ASTROMANDALOM i MANDALOM oraz ANIOŁOMZWIERZĘTOM MOCY – być moze zamówisz coś dla siebie lub swoich bliskich? Znajdziesz je w zakładce MALARSTWO  ENERGETYCZNE.

Waga jest nieodmiennie związana z flirtem, a także z seksem. Lubi też  sztukę – dlatego  w tym miejscu  zapraszam Cie do  obejrzenia moich  akwarelowych  AKTÓW – może którys Cię urzeknie i zapragniesz mmieć go  na własność? Albo  KUBEK z reprodukcją jednego  z aktów?

Jeśli lubisz niebanalne dodatki do  ubrań lub mieszkania – zajrzyj do mojego SKLEPU 🙂

 

 

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.