Zodiak  w alkowie – Waga

Zodiak w alkowie – Waga

WAGA

W rozmowie z tobą puszcza oczko.

Na szczęście

rajstopy ocalały.

 

Otworzyła mi drzwi w powiewnym, jedwabnym szlafroczku. Jak zwykle wyglądała wprost obłędnie. To chyba najpiękniejsza i najbardziej zadbana kobieta, jaką kiedykolwiek widziałem. I wszystko jedno, co by  na siebie nie założyła, zawsze wygląda świetnie! Wiem, że wiele kobiet jej tego zazdrości. A nawet w domowym zaciszu nie zakłada byle czego, jak się okazuje – jej negliż jest cudowny i działa  na zmysły.

Odwróciła się i lekkim, nieco niedbałym, jakby tanecznym krokiem przeszła do pokoju, leciutko postukując obcasikami domowych pantofelków. Z pewnością ostatni krzyk mody, jak  ją znam. Kiedy wszedłem za nią do pokoju, Waga już leżała na otomanie. W całym pokoju porozstawiane były wazony ze świeżymi kwiatami, w tle rozbrzmiewała subtelna muzyka. Usiadłem we wskazanym przez nią wygodnym foteliku.

– Decyzje, decyzje… zawsze i wszędzie decyzje. Muszę rozważyć, czy wolę poleżeć (w końcu tak ładnie wyglądam, kiedy leżę, szczególnie, kiedy przyjmę jedną z tych rozkosznie kuszących pozycji) – spojrzała na mnie zalotnie, aż z wrażenia musiałem poluzować krawat – czy może pójść do kawiarni spotkać się z koleżankami i zjeść ciastko z kremem? Jak sądzisz?

Wstała i nieśpiesznie przeszła obok mnie, delikatnie mnie muskając (ależ poczułem się szczęśliwy!). Owionął mnie dyskretny zapach jej perfum. Po chwili stała przede mną wręczając mi gustowny kieliszeczek wypełniony jej ulubionym słodkim, lecz delikatnym likierem.

– Tylko, które bym wolała – ptysia, czy może bezę z bitą śmietaną? Lubię takie lekkie, puchate ciasteczka. A może jeszcze coś innego? – rozważała dalej – To ważne, żeby nie było zbyt ciężkie. Poza tym ktoś musiałby po mnie przyjechać, mam auto, ale wstyd się przyznać, nie działa, coś się zepsuło i nie ma komu pojechać do mechanika.

– Ttto… tooo, może ja pomogę? – zapatrzony w nią z zachwytem zaproponowałem. Siedziałem na brzeżku fotelika wyprostowany jak sztubak. Wszystko bym dla tej cudownej słodkiej istoty zrobił!

– Wiesz, to by było takie miłe z Twojej strony! Zrobiłbyś to dla mnie? – w milczeniu pokiwałem powoli głową wciąż w nią wpatrzony – Sama nie lubię tam bywać, jeszcze uwalam moje pantofle jakimś smarem, fe! Zresztą, czym ja się przejmuję! Zawsze się znajdzie jakiś uprzejmy przystojniak z wypchanym portfelem chętny, żeby mnie podwieźć – nieśmiało podniosłem rękę -Ty? Nie obraź się kochany, ale ty będziesz mi potrzebny tutaj – ona tak potrafi odmówić, że człowiek myśli, że wygrał los na loterii. Dyplomatka z niej. W ten sposób delikatnie dała mi znać, że z takim „golasem” jak ja nie pokaże się w mieście. – No tak, przecież  nie będę szła taki kawał do kawiarni pieszo, rozbolą mnie nogi! Powiem ci w tajemnicy, przecież tobie mogę: moje nowe buty są śliczne, ale raczej są do wyglądania, niż  do chodzenia! Jak sądzisz, w co się ubrać?

Stanęła przed szeroko otwartą szafą wypełnioną wspaniałymi kreacjami, również haute couture. W końcu obraca się w branży…

–  Którą suknię założyć, jasnoróżową, czy tę delikatnie zieloną? To moje dwa ulubione kolory. Trudny wybór… w której wyglądam lepiej? I włosy upiąć, czy rozpuścić? – przeglądała się w lusterku przykładając do siebie to jedną sukienkę, to drugą, strojąc miny i wyginając się zalotnie. Eleganckim i zmysłowym ruchem poprawiała włosy próbując różne wersje fryzur. Nie mogłem oderwać od niej wzroku, jest taka śliczna… chyba nie wywarłem  na niej zbyt dobrego wrażenia przez to gapienie się cielęcym wzrokiem, ale nie obchodzi mnie to, ważne, że mogę tu być, a ona się do mnie uśmiecha. Ta piękność! Do mnie!

– Ach, bycie ikoną mody bywa bardzo męczące!… więc może jednak poleżę i odpocznę… – omdlewającym ruchem opadła znów  na otomanę –  Poza tym, jak znów zjem ciastko, to utyję… – lekko oblizała i przygryzła wargi – Ale w kawiarni będą moi wielbiciele, a ja tak lubię uśmiechać się zalotnie do tych przystojnych młodzieńców – zerknęła na mnie nieznacznie, jakby sprawdzając, czy jej słowa robią takie wrażenie, jakiego oczekuje – tym bardziej muszę przyłożyć wagę do nieskazitelnego wyglądu… a dziś się niezbyt wyspałam i mam takie sińce pod oczami, nie mogę się tak pokazać!

Próbowałem zaprzeczać, że absolutnie, jak może tak myśleć! Jest śliczna jak obrazek taka jaka jest! Ale po prostu z podziwu dla jej urody wciąż nie byłem w stanie się odezwać. Ani chybi się zakochałem! Tak z miejsca i już!

– Poza tym… och… Bardzo lubię towarzystwo, właściwie uwielbiam, związki i znajomości są dla mnie takie ważne. Wiesz, jak nie znoszę być sama, lubię robić różne rzeczy z kimś, bardzo potrzebuję partnera… popatrzyła  na mnie tak przeciągle, że nie wiedziałem czy mi gorąco, czy zimno, czy ja w ogóle jeszcze istnieję, czy może jestem już w niebie wypełnionym jej słodką obecnością?

– Wiesz, boję się trochę, że jak wyjdę z domu, to znów spotkam tych grubiańskich, przeklinających, niezbyt ładnie pachnących ludzi. Tak nie lubię agresji!  Choć są tacy, którzy zarzucają mnie samej agresję, ale to potwarz! Ja – agresywna?! Możliwe, że jak ktoś wyprowadzi mnie z równowagi, to robię się… lepiej o tym jednak nie wspominać, to takie nieprzyjemne, a my wolimy przecież jak jest miło, prawda, słodziaku? Tylko pamiętaj: nie wolno mnie gniewać, nie chciałabym pokazać, jaka potrafię być okropna! – aż się wzdrygnęła  na tę myśl – W końcu trzeba być kulturalną!– To bardzo ważne, bym była w równowadze, w harmonii.

– A… co…  na ciebie dobrze działa? – miałem nadzieję, że pozwoli mi się czymś wykazać.

– Hm. Zastanówmy się. Lubię miłą, delikatną muzykę, taką sprawiającą przyjemność, subtelną. I niezbyt głośną. Żadnych hałasów i wulgaryzmów! Poza tym lubię sztukę i poezję. Sztuka i w ogóle wszystko, co mnie otacza musi być harmonijne i symetryczne, na tym polega piękno… Niestety lubię też słodycze… ale na szczęście największą słodyczą w życiu jest miłość, więc mogę żyć miłością! – jej uśmiech, te dołeczki w policzkach były jak miodowy balsam dla mojego serca – Cóż, lubię też pieniądze… można za nie kupić mnóstwo pięknych rzeczy i żyć wygodnie, a o to przecież chodzi, prawda? Nie trzeba się przemęczać, od tego robią się zmarszczki.

– Najdroższa… czy masz męża?

– Czy mam męża? Nie, kochany, nie mam. Ależ ty jesteś niedyskretny! Albo niepoprawny romantyk z ciebie! – roześmiała się i żartobliwie pacnęła mnie wypielęgnowanymi paluszkami w ramię – A może ty chciałbyś się ze mną ożenić? – wiedziałem, że to niemożliwe – Zastanawiasz się skąd mam pieniądze? Wiesz… mam, powiedzmy… przyjaciół… takich jak ty, tylko bogatszych. Utrzymują mnie… i wszyscy mamy z tego sporo przyjemności i korzystamy na tym. Wiesz, miłość jest piękna, ale nie wolno być sentymentalną. Rozumiesz, co  mam na myśli? Do miłości trzeba podchodzić  na chłodno. Poza tym… cóż, w razie możliwości staram się unikać seksu, uważam, że jest przereklamowany. Męczący. I brzydko się wygląda, fryzura może się zepsuć, można się spocić, brrr! Pocałunki pieszczoty, dotyk – to tak, ale już to, co dalej… wystrzegam się jak mogę. Chyba, że nie ma wyjścia.

– Czy nie boisz się posądzenia o…

– O wyrachowanie? Nie. Któż się zorientuje? Kobieta musi umieć dbać o swoje wygody. Dlatego trzeba to robić dyplomatycznie.

Przekonała mnie. Trzeba przyznać, że potrafi dopiąć swego, ale robi to tak ładnie, z taką subtelnością i gracją, że się jej niektóre rzeczy po prostu wybacza.

– Może jednak zostanę w domu i odpocznę… albo… już wiem! Pójdę do perfumerii. Tam zawsze pięknie pachnie i spotykam tylko miłych ludzi. I może kupię sobie nowe perfumy, chyba, że znów nie będę mogła się zdecydować… jest tyle opcji… Albo pójdę na koncert lub do teatru na jakąś lekką sztukę, najlepiej o miłości, to taki wdzięczny temat na sztuki – i koniecznie musi się dobrze skończyć. Żeby było miło, oczywiście!

– Czemu lekką?  Musi być lekka?  Słyszałem, że dziś grają…

– Przecież to oczywiste, mój mały – ze śmiechem mi przerwała – urocze istoty, takie jak ja nie mogą się przemęczać! Wystarczy, że już od samego zastanawiania się, co dziś zrobić, boli mnie głowa! A co dopiero, jakbym jeszcze miała oglądać jakąś trudną sztukę… Zapamiętaj sobie – dysharmonia i nadmierny trud wyprowadzają mnie z równowagi, a to, a to…

Zrozumiałem. Waga nie lubi być  niemiła, ale wytrącona z równowagi szaleje. Potrafi być naprawdę okropna. Potem potrzebuje czasu, by dojść do równowagi. Natomiast ona kontynuowała:

– Nie wyobrażasz sobie, jak trudno jest mi utrzymać centrum, utrzymać harmonię i spokój w sobie. Najgorzej jest wtedy, kiedy ktoś chce znać moją opinię, a że zawsze jestem bezstronna i rozważna, często wydaję jakieś osądy. Nawet bywa, że biorą mnie na sędziego! Zawsze jednak staram się, żeby nikogo nie urazić. Czemu? Po prostu lubię kiedy jest miło.

– A jak sobie radzisz w sytuacjach… kiedy ktoś Cię urazi, lub musisz powiedzieć komuś coś niemiłego?

– Po pierwsze ustalmy rzecz taką – nikt nie ma powodu mnie urażać, po drugie… Cóż, czasem trzeba rozminąć się z prawdą, przecież utrzymanie dobrej atmosfery wymaga pewnych ustępstw… nie mogę być utożsamiana z tą, która mówi niemiłe rzeczy! A, że potem opowiem komuś jaka jest prawda, to chyba nic dziwnego? Tej energii trzeba dać ujście, nie mogę tego trzymać w sobie, bo dostanę zmarszczek. Prawdziwą opinią należy się podzielić.

– Najmilsza – chciałabyś zatańczyć?

– Uwielbiam tańczyć! Ty ze mną flirtujesz! Wiesz co lubię! – uśmiechnęła się –  Uważasz, że jestem zalotna? Może masz rację… Och, podaj mi rękę, proszę pomóż mi wstać, ups! Przepraszam wpadłam na Ciebie, dobrze jednak, że masz takie silne ramiona i do tego ten refleks, jestem oszołomiona… dziękuję, jesteś taki miły, naprawdę uroczy z Ciebie człowiek, aż się zarumieniłam… Miło mi jest w Twoim towarzystwie… Wiesz, jednak – choć zaznaczam, że robię to bardzo niechętnie – muszę cię przeprosić i pożegnać, bo kto za mnie podejmie te wszystkie decyzje? Zatańczymy innym razem, dziś jestem już zmęczona. Poukładam kwiaty w wazonie, może to pomoże… Ale się nie martw, zobaczymy się wkrótce!…

Ze śmiechem wypchnęła mnie za drzwi.

Jak nic zakochałem się jak jakiś młokos. Ta ślicznotka okręciła mnie sobie wokół palca, pewnie z każdym tak robi… zresztą, zapewne czeka już na kolejnego adoratora i dopuściła się niewinnego kłamstwa, żeby się mnie szybko pozbyć, lecz nie sprawić mi tym przykrości. I rzeczywiście – schodząc po schodach spotkałem młodego człowieka, który za chwilę dzwonił do jej drzwi. Ale czego ja się spodziewałem, przecież Waga nie może być sama, nie znosi tego, jest wtedy nieszczęśliwa.  Dobrą chwilę mi zajmie, zanim się otrząsnę. Spacer na pewno dobrze mi zrobi!

Przydałoby się trochę otrzeźwieć. Podobno Skorpion jest w tym dobry. Tylko, jak do niego trafić?

 

c.d.n.

Aby przeczytać wcześniejsze fragmenty tej historii zalecam rozpocząć od WPROWADZENIA . A potem kolejno – Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew  oraz Panna.

Zapraszam też do kontaktu z astrologiem – Józefem Onoszko – aby umówić sie na konsultację – skontaktuj sie  ze mną. Umawiam spotkania osobiste w Trójmieście, oraz wtedy, kiedy Józef jest w Trojmieście –  na Skype. Przyjrzyj się  także moim malowanym  na zamówienie ASTROMANDALOM i MANDALOM oraz ANIOŁOMZWIERZĘTOM MOCY – być moze zamówisz coś dla siebie lub swoich bliskich? Znajdziesz je w zakładce MALARSTWO  ENERGETYCZNE.

Waga jest nieodmiennie związana z flirtem, a także z seksem. Lubi też  sztukę – dlatego  w tym miejscu  zapraszam Cie do  obejrzenia moich  akwarelowych  AKTÓW – może którys Cię urzeknie i zapragniesz mmieć go  na własność? Albo  KUBEK z reprodukcją jednego  z aktów?

Jeśli lubisz niebanalne dodatki do  ubrań lub mieszkania – zajrzyj do mojego SKLEPU 🙂

 

 

 

 

 

zodiak w Alkowie – Panna

zodiak w Alkowie – Panna

Będąc w obowiązku okruchy Wszechświata zbiera.

Układa.

Plaża – czemu to służy?

(haiku)

– Jesteś nareszcie! Pomógłbyś trochę, zobacz, ile mam pracy! Chodzisz nie wiadomo gdzie, a tu robota aż furczy! Każde ręce się liczą! Teraz jest czas zbiorów, trzeba zadbać o wszystko! Zebrać owoce, posortować wg gatunków, oddzielić zgniłki od zdrowych, poważyć, policzyć!

Uuuu, ta drobna osóbka jest podobno bardzo pracowita. Lepiej jej też nie podpadać, a jak chcę się czegoś dowiedzieć, to lepiej zapunktować i po prostu zabrać się do roboty.

– O, przyjrzyj się temu jabłku – czy jest zdrowe? A jednak obiło się, kiedy spadło na ziemię, szkoda, nie jest zdrowe, ale jeszcze się przyda… widzisz te plamki? – pokręciłem głową – Wskazała na maleńką, ledwie widoczną plamkę pleśni – Przyjrzyj się! Cóż, ja widzę. Pójdzie więc na dżem… a to na kompost. Nic nie może się zmarnować. Ale chore trzeba oddzielać od zdrowych. A czego nie można zjeść  na świeżo, należy przetworzyć w ten czy inny sposób. Już lepiej mi nie pomagaj, sama zrobię to lepiej. Och, to jest bardzo odpowiedzialna praca, wiesz, trzeba pilnować, żeby owoce nie zarażały się nawzajem pleśnią itd. I oczywiście, żeby się nie pomieszały. To samo zboża. Łatwo jest pomylić pszenicę z jęczmieniem komuś, kto się na tym nie zna, ale ja jestem oczywiście specjalistką. Umiem oddzielić ziarna od plew i wg rodzajów, a różnice są niewielkie! Ziarno nie może być pomieszane i nie wolno dopuścić, żeby się cokolwiek marnowało.

Bardzo starałem się pomagać, jednak gospodyni była szybsza i w końcu stanęło  na tym, że lepiej pomogę nie przeszkadzając jej. Sama to wszystko zrobi. Kontynuowała jednak pouczanie mnie:

– Trzeba dbać o to, żeby był porządek na polach, w ogrodzie, w sadzie… Doglądać wszystkiego. Jak jest bałagan, to plenią się choroby, smród, zgnilizna i szkodniki – więc trzeba grabić liście, robić opryski, wyrywać chwasty… ciągle jest coś do zrobienia na gospodarce. Jak człowiek pracuje, to do czegoś dojdzie. Pod warunkiem, że umie zadbać o dobrą zapłatę. Ty potrafisz? Trzeba liczyć także to, co wpada do kieszeni.

Słyszałem co nieco o wyrachowaniu Panny i teraz sama o tym bardzo precyzyjnie opowiada. Nie ma nic w tym złego, w końcu to ważne, żeby umieć dbać o swoje interesy.

– Teraz w zbiory na szczęście sucho jest, więc jest szansa, że będą dobre, ale trzeba się śpieszyć! Pogoda w każdej chwili może się zmienić! Nie wiem, w co ręce włożyć, tyle jest różnej roboty! Wiem, jestem niezadbana, ale przecież człowiek pracy nie ma czasu na takie głupoty jak wygląd, trzeba mieć priorytety! Ubranie do pracy też musi być praktyczne, ma dobrze s

łużyć, a nie wyglądać. Ma być wygodne, odpowiednie do wykonywanych zajęć, w kolorze… najlepiej szarym. Tak, to mój ulubiony kolor. Szary, jak zapobiegliwa myszka, taka właśnie jestem! Wtapiam się w otoczenie! Nie lubię być na widoku, ani w centrum uwagi. Wolę sobie z boku gdzieś spokojnie pracować, byle nikt mi nie przeszkadzał. Och, spójrz ile tu piasku na podłodze, trzeba to pozamiatać, skąd to się wzięło? Znów ktoś butów nie zdjął przed drzwiami! Ty też jakiś ukurzony jesteś, jak ty wyglądasz?!

Ani się obejrzałem, a już szczotkowała moje ubranie.

– W domu jak widzisz też mam porządek i czysto. Skromnie jest, mam tylko to, co potrzebne, to co można przerobić, naprawić, użyć ponownie. To bardzo ważne, bo po co cokolwiek marnować?

Ubrania ceruję, zamiast kupować nowe. Jeśli już, to idę do ciucholandu, tam mają dobre i tanie rzeczy. Trzeba być oszczędną. W jedzeniu też, nie należy się przejadać, jem mało i często. Tak jest najlepiej, wtedy jelita są zdrowe i pracują  jak należy. Trzeba dbać o nie ( w końcu rozdzielają substancje odżywcze po organizmie) i ogólnie o zdrowie, w myśl zasady, że lepiej jest zapobiegać, niż leczyć. Na wszelki wypadek biorę witaminy. Zresztą, kto ma czas siedzieć i jeść? Jak widzisz, nigdy się nie nudzę, jak ktoś chce, to zawsze coś do zrobienia znajdzie. Ojej, znowu tu jest poprzestawiane, zwariować można, kiedy rzeczy są nie tam, gdzie powinny! Wyprowadza mnie to z równowagi i robię się strasznie drażliwa! Znów muszę układać po swojemu. Co ty tam widzisz za oknem? Ach, moje auto! Może nie jest za ładne, ale ma służyć do jeżdżenia, a nie do patrzenia.

Zrobiło mi się trochę nieswojo, bo Panna ciągle coś robiła, ani na moment nie usiadła, zajęta wciąż jakąś pracą, jednocześnie planując kolejne zadania. Zapytałem ją więc:

 

– Nie chciałabyś mieć kogoś do pomocy? Siedzisz tu sama, nie ckni ci się do towarzystwa?

– Nie, nic z tych rzeczy! Po pierwsze do niczego mi się nie ckni, nie jestem żadnym workiem łez. Mówią nawet, że sucha jestem jak pustynia, niech im będzie. Nie dla mnie w każdym razie sentymenty. Pytasz o ludzi… wiesz, chętniej pracuję sama, choć lubię, jak są gdzieś niedaleko. I lubię dla nich pracować. Na czyjąś rzecz… ale nie za darmo, nie, nie! Trzeba skrupulatnie dbać o swoje interesy!

– A może jednak usiądziesz na chwilę? Zrób mi przyjemność…

– Nie proś mnie, żebym usiadła… nie jestem tu też dla przyjemności, też coś! Dobrze, już dobrze! Ale to sobie przy okazji poszydełkuję, odpoczywam przy tym.

Wyciągnęła robótkę i już po chwili przyglądałem się zafascynowany, jak sprawnie operuje szydełkiem, jak automat. Zaryzykowałem i zapytałem, czy  ma jakieś życie osobiste.

– Mężczyźni? Lubię mężczyzn, ale przeważnie jestem zbyt zapracowana. Mówią też, że jestem oschła i krytyczna. A ja jestem po prostu odpowiedzialna. Poza tym nie mogę przecież milczeć, kiedy coś jest nie w porządku, prawda? I cóż poradzę, że celnie trafiam swoją krytyką w punkt? Dlatego zdarza mi się zmieniać partnerów. Była ich pewna liczba w moim życiu. Pomimo, że nie wyglądam szałowo! Oczywiście, wiem dokładnie ilu, w końcu jestem też księgową! Jednak należy zachowywać dyskrecję i skromność, to nieładnie się przechwalać!

Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie. Faktycznie, nie sądziłem, że ta niepozorna osóbka skupiona na swoim poczuciu obowiązku mogłaby mieć czas na jakieś… no na pewno nie romanse. Ale na mężczyzn – czemu nie?  Spojrzałem  na nią jakby  na nowo i spostrzegłem, że jest wcale ładna, choć niepozorna:  drobnej budowy, naturalna i… no, ma coś w sobie po prostu. Jest tez bardzo konkretna i to może się niektórym mężczyznom podobać.

Odłożyła zdecydowanym ruchem robótkę i rzekła:

– No, mój drogi! Dość tego dobrego, służba nie drużba, a bez pracy nie ma kołaczy! Koniec gadania! Idź innym przeszkadzać, a mnie zostaw w spokoju bo robota się sama nie wykona!

I powróciła do pracy, przy której ją zastałem.

– To do kosza, to na dżem, to na kompost…

Cóż miałem zrobić. Nie zwracała już  na mnie uwagi bez reszty zajęta sortowaniem produktów, więc poszedłem sobie stamtąd. Postanowiłem, że dla

odmiany odwiedzę całkowite przeciwieństwo Panny.

c.d.n.

Aby przeczytać wcześniejsze fragmenty tej historii zalecam rozpocząć od WPROWADZENIA . A potem kolejno – Baran, Byk, Bliźnięta, Rak i Lew.

Zapraszam też do kontaktu z astrologiem. Przyjrzyj się  także moim malowanym  na zamówienie ASTROMANDALOM i MANDALOM oraz ANIOŁOM i

ZWIERZĘTOM MOCY – być moze zamówisz coś dla siebie lub swoich bliskich?

Jeśli lubisz niebanalne dodatki do  ubrań lub mieszkania – zajrzyj do mojego SKLEPU 🙂

 

 

 

Zosiak w alkowie – Lew

Zosiak w alkowie – Lew

LEW:

Podziw należny –

centrum Stworzenia.

Chwal, by fryzura nie oklapła. 

–  Witaj! Witaj, witaj! Jak miło Cię widzieć w moich skromnych progach! Przesadzam? Ależ skąd! No, może troszkę… Bardzo mi miło, że zdecydowałeś się przeprowadzić wywiad akurat ze mną, to mi bardzo pochlebia!

Tym razem znalazłem się w elegancko i  przepysznie urządzonym domu. Wszystko tu było na wysokim poziomie, bardzo dobrej jakości – żeby nie rzec – na pokaz i nieco teatralnie.  Jak to się mówi: na bogato. Cóż, w końcu Król musi mieszkać odpowiednio do swojego statusu. Rozglądałem się nie ukrywając podziwu, co sprawiało widoczną przyjemność gospodarzowi, który jakby nabierał dzięki temu blasku. Choć i tak nie brakuje mu wewnętrznego światła i wysokiego poczucia własnej wartości, czego zaraz dał dowód:

– Choć z drugiej strony jest to takie oczywiste, że to mnie wybrałeś! Świetnie, że się z tym do mnie zwróciłeś, bo – jeśli artykuł mi się spodoba – znam wielu ludzi w branży, którzy będą mogli Ci pomóc zrobić karierę. To bardzo ważne, by mieć odpowiednich, wysoko postawionych znajomych. Słuchaj, a może zorganizuję jedno z moich sławnych przyjęć, na których będzie każdy, kto się liczy?! Tak! Masz rację, to jest przyczyna mojego słabszego samopoczucia ostatnio, dawno nie było przyjęcia… dawno nikt się tak mną nie interesował, może dlatego nieco przygasłem… Ustawi się światła, reflektory!

Czego jak czego, ale uwagi i reflektorów skierowanych  na niego Lew potrzebuje jak kania dżdżu. A ostatnio faktycznie było o nim troszkę mniej słychać i – kiedy się przyjrzałem – zauważyłem, że troszkę zmizerniał, schudł i poszarzał. Jednak nie wychodził z roli i stawał  na wysokim poziomie konwersacji. Nie ma to jak gra pozorów!

Mój szacowny gospodarz raczył kontynuować swoją wizję:

– Rozłoży się czerwony dywan i postawi ściankę do zdjęć! Ach te błyski fleszy! Te kreacje! Fantazja! Wyobraź sobie – i w tym wszystkim ja! Gospodarz! Punkt centralny, słońce, wokół którego będzie się kręcić cała galaktyka wielbicieli! – widziałem, że już sama myśl o tym sprawiała, że jaśniało mu oblicze, a oczy błyszczały jak diamenty –  Będę krążył między gośćmi, jak zwykle otoczony wianuszkiem pięknych kobiet i rozdawał uśmiechy, zaszczycał rozmową…

Taaaak, wokół naszego Króla zawsze przewija się grono mniej lub bardziej zaufanych ludzi, właściwie dla niego najważniejsze jest to, by doceniali jego i blask. Komplementy i pochlebstwa,  a nawet blichtr – tym żyje.

– Czy z nimi sypiam? – chwilę mi zajęło zorientowanie się, że mówi o kobietach, które przyciąga jego sława krezusa oraz hojna ręka -Też pytanie, pewnie! I nie wiem, ile mam dzieci, pewnie sporo, w końcu takie dobre geny trzeba rozdawać! Wracając do przyjęcia… Może nawet napiszę i zadeklamuję jakiś wiersz?  – mój gospodarz uwielbia być na świeczniku, w centrum uwagi, to jego żywioł i świetnie się w tym odnajduje. Właściwa osoba do reprezentacji, bo i wygląd ma imponujący i wysoką kulturę – Albo… wybiorę na przykład coś z Szekspira! Ulubiony pisarz królów! I zaproszę telewizję! Wszyscy będą o tym mówić! Oczywiście, nie będę szczędzić funduszy. Co to to nie! Nikt nie będzie mówił, że jestem sknerą! W końcu znany jestem z gościnności, serdeczności i hojności!

– Wybacz mi proszę zbyt śmiałe pytanie, ale – skąd weźmiesz na to środki? – zastanawiałem się, czy to nie są po prostu przechwałki, krążą pogłoski o tym, że Lew wydaje więcej, niż ma, że żyje ponad stan. Moje pytanie wydało mi się więc uzasadnione.

– Pytasz, czy mnie na to stać? A kto by liczył pieniądze? To akurat jest najmniejszy problem! Przy tych wszystkich koneksjach… dla mnie znajdą się pieniądze. Wiesz, u mojego boku nie zginiesz. Oczywiście są tacy, którzy mówią, że co ja tam mogę, że nic nie znaczę, ale czegóż oczekiwać po maluczkich? Ale tych na szczęście jest mało i trzeba biedakom wybaczyć, bo to z zazdrości. A zazdrością się  nie zajmujemy, bo to bardzo niskie uczucie! Cała reszta mnie podziwia i grzeje się w moim blasku! – wyraźnie upajał się nim sam – Może urządzę przyjęcie, jak za czasów Nerona? Wspaniały pomysł! Złoto, wszędzie złoto! Wystąpię w złotej todze i wieńcu laurowym… Czyż nie będę wyglądał naprawdę majestatycznie? Po królewsku! Ależ będę szczęśliwy! I uszczęśliwię tym tylu ludzi! Człowiek istnieje wtedy kiedy promieniuje, kiedy go widać! Czyli kiedy jest szczęśliwy! Istota, taka jak ja w szczególności… tak, lubię być w centrum uwagi, nic na to nie poradzę. Taka moja natura. Lubię błyszczeć, pławić się w blasku słońca, reflektorów i uwagi ludzi! Kocham to! Kocham poklask, wtedy istnieję! Jestem królem życia, królem sceny! Nie jestem aktorem? Ależ jestem. Gram główną rolę w dramacie zwanym życiem. Proponuję mały toast za mój wspaniały pomysł. Oczywiście koniak – najlepszy! Dostałem go w prezencie za zasługi, jest wyborny!

Koniak – zresztą ten z tych  najdroższych – podano we wspaniałych kryształowych kieliszkach. Faktycznie wart był pochwał gospodarza, był po prostu nadzwyczajny i nie omieszkałem tego wyrazić. Jego występ również był godny podziwu.

Cały czas uwaga była skupiona na moim interlokutorze, wszystko o czym mówił było najlepsze, najwybitniejsze. Zwracał na siebie uwagę, pragnął przykucia mojej uwagi do siebie i – trzeba przyznać – umie to robić. Ma facet talent.  Poza tym po prostu podziwia się go i już, jest za co! Ma w sobie taką… wspaniałość, z którą się  nie dyskutuje, nie poddaje się w wątpliwość.

– Nie sądzisz, że ten żabot jest za duży? Niektórzy twierdzą, że jest zbyt pretensjonalny, teatralny, – ale mnie się podoba. Zwraca uwagę, prawda?

– Ależ absolutnie, tylko podkreśla twoją wyjątkowość, pasuje do ciebie. Jesteś chyba jedyną osobą  na świecie, która nosi z gracją takie ubrania i to wygląda naturalnie – powiedziałem mimowolnie, ale zgodnie z prawdą. Lew się aż  napuszył z zadowolenia!

– Masz rację, na mnie dobrze się prezentuje. Na kimś innym mógłby tak dobrze nie wyglądać… Do tego kapelusz. Kapelusz jest ważny, dodaje powagi i majestatu. A ten kaszmirowy szal… sam luksus!

Wskazał na lustro, w którym się przeglądał. Wyjątkowe – sam na nie wcześniej zwróciłem uwagę, zresztą nie sposób go nie zauważyć. Ogromna tafla ze szlifowanego kryształu  oprawiona w piękne złocone ramy. Widać w nim całą postać. Przepych aż kapie.

– Prawda, to lustro jest ogromne! – powiedział Lew – Ćwiczę przed nim… różne rzeczy. Na przykład pozy do przemówień.  Ukłony, królewskie gesty. A fotel na którym siedzę kupiłem w tej modnej galerii w Paryżu. To moja duma! Załatwię ci podobny, jeśli chcesz, choć może nie tak wspaniały. Ten jest wyjątkowy, był robiony na specjalne zamówienie dla pewnego hrabiego, zrezygnował z niego jednak i dzięki temu mogłem go kupić – czyż to nie fascynujące?! Twoim zdaniem wygląda jak tron? Siedzę więc na właściwym miejscu. Podkreśla moją nieprzeciętność. Oczywiście napiszesz w swoim artykule, jak wspaniale się na nim prezentuję, prawda?

– Jak  najbardziej! A mogę zapytać, czym szanowny pan jeździ?

– Czym jeżdżę? Ja nie jeżdżę, lecz jestem wożony – to ogromna różnica. Oczywiście limuzyną. Zwraca uwagę, ale jest bardzo elegancka. Wszystko musi być najlepszej klasy! I to chyba jasne, że skoro jestem wożony, to mam szofera! – ewidentnie Lew uwielbia się chwalić i oczekuje aprobaty za to.

Jakiś czas gawędziliśmy jeszcze, gospodarz był w dobrym humorze, twierdził, że dobrze mi patrzy z oczu i jest zachwycony tym, że go opiszę w samych superlatywach. Oczywiście wyraża nadzieję (de fakto nie wyobraża sobie, żeby mogło być inaczej), że znajdzie się na okładce. Przecież zasługuje na to jak nikt inny! Właściwie to będzie zaszczyt dla pisma, a jego wizerunek osoby przyciągającej uwagę ludzi podniesie prestiż periodyku. Był łaskawy i dobroduszny, jednak  zachowywał dystans (w końcu nie należy zbytnio się z plebsem fraternizować, nigdy tego nie powie, ale to widać). Zresztą ten dystans tworzy po prostu jego majestatyczność. Budzi także respekt i podziw.

W pewnej chwili powiedział:

– Zatem jesteśmy umówieni! Do zobaczenia na przyjęciu! Wspaniale się z Tobą rozmawiało, jesteś świetnym słuchaczem!

Drzwi za mną się zamknęły. Audiencja skończona. Postałem jeszcze przez chwilę zachwycony tym, że mogłem poprzebywać z tak świetną osobistością, w końcu nie każdego ten zaszczyt spotyka. Mam fart.

Zadowolony z  życia ruszyłem w dalszą drogę.

 

Przeczytaj odcinki, które już się ukazały- część pierwsza:  Wprowadzenie

Potem kolejno -Baran, Byk, Bliźnięta, Rak 🙂
przyjemności z czytania!

 

Zodiak w alkowie – Rak

Zodiak w alkowie – Rak

haiku:

RAK
Ze łzami wzruszenia nakarmi, utuli.
Matka.
Spróbuj się wymknąć.

 

 

RAK

– Jak miło, że mnie odwiedziłeś! Rozpłaczę się chyba ze wzruszenia! – zawołała pani Rak, kiedy zobaczyła mnie na progu. Zapomniałem ile jest w niej serdeczności. Nieco zdziwiony przyjrzałem się jej zaokrąglonemu brzuszkowi – Jak widzisz, znów jestem w ciąży! – uśmiechnęła się.

– Gratuluję serdecznie! – uścisnąłem przyszłą mamę (ma już niezłą praktykę w macierzyństwie).

– Jestem bardzo szczęśliwa, ale z powodu odmiennego stanu moje nastroje wciąż się zmieniają. Jestem całkiem jak ten księżyc w pełni. Co wolisz, kawę czy herbatę? Nie, ty nie wstawaj, siedź. – powiedziała miłym, ale jednocześnie nie znoszącym sprzeciwu tonem, bo ja już zdążyłem się rozgościć i dalej zdecydowała – Właściwie zrobię ci coś do jedzenia. To naprawdę przecież żaden kłopot, wiesz, jak lubię karmić ludzi. Ach, muszę zapamiętać, żeby dać ci parę weków, zanim wyjdziesz!

– Ależ to miło z twojej strony, jednak nie kłopocz się, nie trzeba, dziękuję….
– Nie trzeba, nie trzeba, jak to nie, właśnie, że trzeba! Proszę , nie sprzeciwiaj mi się!
– Tak, przepraszam, oczywiście chętnie wezmę, uwielbiam twoje weki, po prostu nie chciałem ci robić kłopotu. A w ogóle jak się czujesz?

– To żaden kłopot – udobruchała się, lecz za chwilę ściągnęła twarz – Wiesz, jestem nieco nerwowa, trochę się boję, wszędzie wyczuwam zagrożenie i często przez to boli mnie żołądek… To przez tę moją wrażliwość. Niektórzy mówią, że jestem nadwrażliwa, ale to nieprawda. Po prostu wyczuwam zagrożenia. Dobrze, że przyszedłeś, pewniej się czuję, kiedy ktoś jest ze mną. Bardzo jestem ostrożna, ale muszę oczywiście. Ostrożności nigdy za wiele, nie należy nic robić pochopnie. Ktoś o tak wrażliwej emocjonalności musi się chronić. Trzeba być zapobiegliwą.
– Oczywiście, to zrozumiałe.

– Przy tobie czuję się bezpiecznie, to i otworzyć się mogę… mogę się tobie zwierzyć… O, proszę, pyszne kanapeczki! – postawiła przede mną talerz z piramidą kanapek – takie jak lubisz!
Faktycznie, wyglądały apetycznie, do tego każda kanapka była z czym innym i tylko to, co lubię, jakim cudem ona to pamięta?

Odkąd wszedłem do mieszkania, asystował mnie kudłaty piesek żądający ciągłego głaskania, który teraz miał wyraźnie nadzieję, że podzielę się z nim tym, co mam na talerzu.
– Martwię się wciąż o rodzinę. Przecież wiesz, że tylko ona się dla mnie liczy.
– Rodzina to bardzo ważna rzecz w życiu człowieka – przytaknąłem – chyba właściwie najważniejsza…

– Właśnie! Widzę, że wiesz co czuję! Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby coś im się stało! Drżę na samą myśl o tym – ale niech no ktoś tylko zagrozi mojej rodzinie – nie odpowiadam za siebie! Oczywiście ciągle mam na nich oko! Muszę uważać na nerwy, znów mnie rozbolał żołądek. Najgorzej jest wtedy, kiedy zacznę sobie wyobrażać co mogłoby się stać… wiesz, jaką mam wyobraźnię, prawda?

Oooo, tak. Wiedziałem. Pani Rak, wrażliwa osóbka, jest mistrzynią w wymyślaniu niebezpieczeństw. Często zresztą całkiem realnych. Jednak jest chyba w stanie wyimaginować sobie najbardziej niestworzone zagrożenie – oczywiście prowadzi to do życia w wiecznym lęku, bowiem jej wizje są bardzo plastyczne. Powoduje to też co prawda pewnego rodzaju oswajanie się z tymi lękami. Łatwiej jej wtedy znaleźć skuteczną obronę. I faktycznie, jakby ktoś zagroził jej rodzinie, mógłby się nieźlezdziwić! Nie chciałbym być w skórze tej osoby! Z wrażliwej, delikatnej osóbki przemienia się w groźnego lwa! Albo inne zwierzę… Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie:

– Smakuje ci to? Chyba nie bardzo, zrobię ci coś innego… – wstałem, żeby jej pomóc sprzątnąć ze stołu, ale mi nie pozwoliła – Usiądź, nie przejmuj się. Siedź – powiedziałam! – usiadłem posłusznie.
– Jesteś trochę… apodyktyczna. – stwierdziłem pod nosem, a jednak usłyszała to z kuchni.
– Tak? – spojrzała na mnie ze łzami w oczach. Jest bardzo wrażliwa, nawet przewrażliwiona, niezwykle łatwo ją urazić. Ale to kobieta o miękkim sercu i żal robić jej przykrość. Po chwili jednak jej nastrój zmienił się, tak już ma, zaraz się broni i potrafi być ostra – Nie sądzę, ja bym tego tak nie nazwała. Apodyktyczna! Ranisz moje uczucia!… To jest dbałość! Ja to wszytko robię z troski, z miłości! Poza tym, muszę być czasem zdecydowana, w końcu kto rządzi w domu? Matka. A matka musi mieć posłuch. Normalnie jestem czuła i łagodna, przecież wiesz…

– Tak, tak, wiem, oczywiście. – nie mając odwagi dyskutować, po prostu siedziałem na kanapie, czekając aż wróci z kuchni.
– O, proszę, przepyszna jajecznica z jajek od własnych kur! – wróciła i z zadowoleniem postawiła na stole talerz. Tak, zdecydowanie, Rak ma w sobie coś z kury.
– Może pooglądamy zdjęcia? – zaproponowała – Opowiem ci historie rodzinne, to takie zajmujące! Ciągle wspominam! Pamiętam opowieści babci, och, jak ona umiała opowiadać! A fotografia jest wspaniałym sposobem na zapamiętywanie ważnych chwil, ludzi i miejsc… – rozmarzyła się, lecz już po chwili z uśmiechem patrząc na zdjęcia zaczęła referować:

– To jest siostra siostry brata, a to… nie rozumiesz? Przecież to łatwe. – popatrzyła na mnie z ukosa – To ważne, żeby wiedzieć skąd się pochodzi. O, a tu są zdjęcia moich maleństw! Czyż one nie są słodkie? Wywołują u mnie takie fale czułości, nie wyobrażasz sobie! Jakby to było możliwe, to wszystkich schowałabym z powrotem do mojego brzucha, tak naprawdę tylko tam jest bezpiecznie i wreszcie czułabym się spokojna! Albo cały czas trzymała ich w ramionach! Uwielbiam ich przytulać!

Co by nie mówić, pani Rak jest bardzo czułą matką, choć trochę… nooo, ma w sobie coś z dyktatora. Jednak, jakbym miał wynająć opiekunkę do swoich dzieci, to na pewno zgłosiłbym się do niej, nie ma nikogo lepszego!
– Oj, tak, masz rację, jestem oszczędna i potrafię zrobić coś z niczego… nic się u mnie nie zmarnuje! Sądzisz, że mam zagracone mieszkanie? – najpierw skonstatowała z zadowoleniem, po chwili jednak się zafrasowała nieco zauważając zmiany na mojej twarzy, kiedy rozglądałem się po pokoju raz to podziwiając dzieła pani domu, raz wyrażając nieświadomą dezaprobatę. Pilnowałem się, co prawda, jednak ona jest niezwykle wyczulona. Jej ostatnia uwaga była pewnego rodzaju obroną przed atakiem, który nie miał nastąpić, choć tego pani Rak już nie wiedziała.
– Nigdy nie wiesz, kiedy coś się może przydać. Trzeba mieć różne zapasy – na wszelki wypadek! Poza tym nie lubię otwartej przestrzeni, wywołuje we mnie niepokój. Mieszkanie powinno być przytulne, ciepłe, pełne dywanów i poduch, z przyćmionym światłem. To, co – dokładka?

– Dziękuję ci bardzo, ale chyba zaraz pęknę! – Powiedziałem, z zadowoleniem gładząc się po brzuchu -Ale było pyszne! Szybko dodałem, bo Raczyca jeszcze gotowa była zacząć się zamartwiać, że coś było nie tak z jajecznicą.
– Oj, przesadzasz, na pewno nie pękniesz! – Zaczęła się krygować – Przyniosę ci ciasto na deser, z przepisu babci. Rodzinne tradycje trzeba podtrzymywać. Na pewno zjesz je z apetytem! – szczerze mówiąc, nie śmiałem odmówić… zresztą jej ciasta… po prostu grzech nie zjeść!

– Przepraszam, nie chciałbym być wścibski, ale jaki macie samochód?
– Dlaczego pytasz o nasze auto? Czy coś się dzieje? – z przejedzenia stałem się mniej ostrożny i okazało się, że z pozoru niewinne pytanie stało się pożywką dla jej niepokoju. Szybko ją zapewniłem, że nic się nie dzieje i pytam z ciekawości. Właściwie znajomy ma bardzo przyzwoity samochód do odsprzedania w dobrej cenie i pomyślałem o nich.

– Ach, tak… jak to miło z twojej strony! – rozczuliła się – Auto… przy takiej rodzinie, to autobus jest potrzebny! Ważne, żeby było duże i bezpieczne. Bezpieczeństwo to podstawa!
– Oczywiście, zgadzam się z tobą całkowicie. Dodam jeszcze, że bezpieczeństwo to podstawa w każdej dziedzinie życia – wyglądała na ukontentowaną moją uwagą, siedziała wygodnie z rękami założonymi na brzuchu. Zapytałem, jak jej się układa w „tych sprawach” z mężem.

– Och, bardzo się kochamy, jest między nami dużo czułości. Co chwilę dzwonię do niego, tak bardzo go potrzebuję, chciałabym być ciągle blisko. Szczególnie teraz. Ale jeśli chodzi o ”te sprawy”… – jej policzki, a nawet szyja i dekolt zaróżowiły się. Chyba wprawiłem ją w zakłopotanie, widać, że to wskutek wielkich emocji. Jak mogłem zapomnieć, że ona jest tak nieśmiała? – Przestań, o tym się nie mówi! To niedyskretne! No, cóż, jednak skoro pytasz, to seks oczywiście jest po to, żeby mieć dzieci, rodzinę, choć przyznam, że osobiście lubię po prostu przytulanie i bliskość. A jak się tak człowiek poprzytula, to emocje poniosą i jak porwie cię fala namiętności… to można się zapomnieć! – znów oblała się rumieńcem. Prześlicznie jej było z nim. Zapatrzyłem się na nią, lecz ona oczywiście się przestraszyła, że coś się stało:

– Wszystko w porządku? Czuję…. Czuję, że się na mnie gniewasz! – pokręciłem głową – Nie? To z przejedzenia masz taką minę… No, to dam ci naleweczki na dobre trawienie.
– Dobrze, dziękuje. Jaki jest twój ulubiony kolor? – podtrzymywałem rozmowę.
– Srebrny, jak blask księżyca… to takie romantyczne… Słuchaj, muszę cię o coś zapytać… Sądzisz, że jestem niezadbana? Ludzie mówią… A ja czuję się dobrze i spokojnie, kiedy zadbam o wszystkich wokoło i to mi wystarcza. Wygląd nie jest aż tak ważny, nie sądzisz? Ważne jest, że jest rodzina, którą kocham i mogę jej zapewnić bezpieczeństwo. – Siedziała taka zatroskana, a mnie było przykro. Bo w sumie ładna z niej kobieta i do twarzy jej z dbaniem o innych, choć faktycznie i o siebie mogłaby więcej zadbać. Tylko jak to jej powiedzieć? Na wszelki wypadek zdecydowałem, że bezpieczniej będzie nie ciągnąć tego tematu. Zresztą czułem, że lepiej już iść. Nie należało nadużywać gościnności ciężarnej kobiety, nawet jeśli mówi, że wszystko jest w porządku. Chyba potrzebuje schować się gdzieś i popłakać. Jak się wypłacze na pewno lepiej się poczuje. Pomimo swojego własnego melancholijnego w tej chwili nastroju pożegnała mnie czule i serdecznie i jak zwykle pamiętała o innych. Taka jest pani Rak, jej potrzebą i radością jest dbanie o innych.

– Idziesz już, szkoda… – odezwała się nieco rozczarowanym tonem – ale cieszę się, że lepiej się czujesz. Och, poczekaj, przecież miałam ci dać weki, jak mogłabym zapomnieć? Ktoś taki jak ja musi o wszystkim pamiętać. Oczywiście ucałuj i wyściskaj całą swoją rodzinę ode mnie, koniecznie!
Psia kostka, jak ona to robi, że wszystko tak pamięta?

*****

Takie dysputy prowadził  nasz bohater z Bliźniętami i z Raczycą. Wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji jest całkowicie przypadkowe, choć być  może zamierzone 😉

Już niedługo czeka nas wizyta u Lwa – Jak myślicie, jak się przejawi  Lew?

Poniżej  zamieszczam linki do poprzednich odcinków, po kolei:

Zodiak w alkowie – astrologiczna opowieść w odcinkach – wprowadzenie

 

Baran

Byk

Bliźnięta

Niech się Wam darzy, moi mili, dziś  przesilenie letnie, niech Energia Was zasila i wzmacnia Wasz dobrostan!

Zodiak w alkowie – Bliźnięta

Zodiak w alkowie – Bliźnięta

haiku:

BLIŹNIĘTA

Lekko, jak motyl.
Z tematu na temat.
W rozmowie ciekawość.

 

 

BLIŹNIĘTA

Wróciłem do rzeczywistości przywołany zaaferowanymi głosami rozlegającymi się nad moją głową. Podniosłem powieki i zobaczyłem dwie wpatrzone we mnie jasne i inteligentne pary oczu.

– O, patrz! Obudził się! Chyba go trochę zszokowałyśmy! Może za dużo informacji naraz mu podajemy? Otworzymy okno. Lepiej otworzyć okno, trzeba wpuścić powietrze! Zaraz lepiej się poczujesz! A może napijesz się wody? Tylko gdzie jest szklanka – widziałaś gdzieś szklankę? Nie? Dlaczego okno nie jest jeszcze otwarte? No, trudno, tu stoi papierowy kubek, co prawda chyba od kawy, ale z braku laku i kit dobry, jak to mówią! – faktycznie prędkość wyrzucanych z ust tych dwóch dziewcząt ust była niewiarygodna.
– Oddychaj, oddychaj! Dobrze, że otworzyłyśmy wreszcie to okno, rześkie powietrze dobrze robi!
– To co, jak się czujesz? – nie czekając na odpowiedź moje gospodynie już pytlowały dalej, niby do mnie, ale jednocześnie jakby do siebie:

– Chyba się trochę zdenerwowałeś tym, co Ci powiedziałyśmy. Ale nie, nic się nie martw, pomyśl logicznie, przecież to tylko takie tam wiadomości! No, tak, albo aż – jak się tak zastanowić. Wiemy co się o nas mówi, ale to naprawdę nie jest tak, że mamy podwójną osobowość. Po prostu jesteśmy dwie – ot, cała filozofia! Hahaha, nie jest też tak, że oszukujemy, czy zwodzimy. Czasem sobie tylko żartujemy! I nic nie poradzimy, że jesteśmy ciekawe wszystkiego. Niektórzy nawet mówią, że ciekawskie, ale w końcu wokoło jest tyle interesujących rzeczy, spraw, tyle ploteczek! (świetnie, że możemy je między sobą wymieniać, nie?) że trudno nadążyć! I co poradzić, że miewamy różne zamysły i chcemy czasem czegoś innego? To ma z nas robić zaraz jakieś oszustki i kłamczuchy? Też coś! Mamy tyle pomysłów… Faktycznie czasem nie wiemy na czym się skupić. Każdy by zgłupiał! Nawet nie wiesz jak czasem trudno jest zapanować nad ilością myśli! I to chyba oczywiste, że każda z nas interesuje się czymś innym! Przecież to normalne, że inteligentny człowiek chce coś niecoś wiedzieć, dowiedzieć się, coś zasłyszeć, podzielić się tym z kimś na ucho. To logiczne. Prawda? Czy ciekawość to grzech?

Już wiedziałem gdzie i u kogo jestem. U Bliźniąt! To, co o nich wiedziałem potwierdzało się, właśnie byłem tego świadkiem – wielość myśli i słów wystrzeliwanych z prędkością karabinu maszynowego. Niezmordowane w gadaniu, strzelały seriami słów jak pepesza. Ich myśli są jak wiatr, gadają jak najęte, są w tym naprawdę dobre. Ledwie mogłem nadążyć za nimi, pomimo, że faktycznie rześkie powietrze wpuszczone przez okno otrzeźwiło mnie. Właściwie nigdy dotąd nie doceniałem tak bardzo świeżego powietrza, a tu z łatwością zauważyłem jego działanie, jakby ich obecność sprawiała, że to sobie uprzytomniłem. Jakimś cudem udało mi się wbić w ich monolog, czy może dialog prowadzony między sobą, w sumie nie wiedziałem co to.

– Skoro o tym wspominacie, dziewczęta, to podobno chodzą słuchy, że niezłe z was plotkary! – zaryzykowałem.
– Że co? Że my plotkujemy? – zapytały – A to dowcip! O, nie! My nie plotkujemy, tylko wymieniamy informacje! Pewnie myślałeś, że nas zdenerwujesz, co? – faktycznie tak sądziłem i ze skruszoną miną pokiwałem głową. A one ciągnęły – Nie, my jesteśmy zbyt logiczne. Podchodzimy do różnych wiadomości na chłodno. Nie emocjonujemy się nimi, to nie w naszym stylu. Myśl i logika są naszą specjalnością, a nie uczucia.
I dalej tak mówiły:

– A czy ty zdajesz sobie sprawę jak cenne są informacje? Jak ważne? Państwa na świecie zabijają za tę właściwą, nie mówiąc o tym ile potrafią zapłacić! Cały biznes opiera się na informacji! Polityka! I
zwykły człowiek też…. No i właśnie od tego kto i jak je przekaże zależy również ich wartość. Całe dziennikarstwo się na tym opiera! Choć może jest troszkę racji w tym, że czasem troszeczkę coś poprzeinaczamy… dodamy coś od siebie… Ale to nie jest plotkowanie! Zresztą kto by to wszystko spamiętał… nic dziwnego, ze po czasie cos się zmieni… Widzisz, informacje należy przekazywać na bieżąco po prostu! – zastanowiło mnie to, co powiedziały i chciałem już o coś zapytać, kiedy one powiedziały – Zanim zapytasz: handlujemy informacją. Nawet wymiana ich to przecież handel!

Chciałem mieć poczucie, że jednak uczestniczę w tym dyskursie, a nie jestem tylko mimowolnym słuchaczem i postanowiłem nieco zmienić temat, dowiedzieć się czegoś o tych uroczych stworzeniach. Korzystając więc z krótkiej przerwy na oddech prędko zadałem pytania:
– Oj, przepraszam, dziewczęta, słyszałem też, że jesteście niezwykle spostrzegawcze? A co was najbardziej zajmuje?

– Niezwykle, łaściwie nic nam nie umknie! Ale nie do wszystkiego przywiązujemy wagę, właściwie nie zajmujemy się trudnymi sprawami. Ciężkie sprawy nie są dla nas. Raczej zwracamy się tam, gdzie coś się dzieje i trzeba szybko poinformować o tym, a potem zmieniamy temat i lecimy dalej.
– A lubicie czytać?

– Owszem, dużo czytamy. Jednak wolimy krótkie i lekkie w formie utwory, najlepiej opowiadania, albo żartobliwe wierszyki. Preferujemy tak zwane lekkie pióro. Jak coś jest długie lub trudne w odbiorze, to… wstyd się przyznać, nie dokańczamy tego… nuuuuda! Chętnie czytujemy też prasę codzienną, informacje, to ważne, żeby być na bieżąco! Same czasem też coś pisujemy, krótkie felietony. I odpowiadamy na listy czytelników.
– Listy? Ktoś jeszcze pisuje listy?

– Pewnie, a coś ty myślał! Choć teraz co prawda raczej e-maile, ale to przecież rodzaj listów. Lubimy je też wysyłać i dostarczać. Jak już mówiłyśmy, jesteśmy dwie i dzięki temu w każdej chwili mamy z kim porozmawiać, wymieniać spostrzeżenia, a, jak już mówiłyśmy, zauważamy więcej niż przeciętna osoba. Co dwie głowy, to nie jedna! No i przecież my lubimy rozmawiać. To się przydaje w pracy dziennikarza. Co masz taką zdziwioną minę, tak, jesteśmy dziennikarkami! Ach, zdarza się, że czasem czegoś nie pamiętamy… trudno, cóż, takie jesteśmy, trzpiotki! Młodość ma przecież swoje prawa, czyż nie? W końcu wielu rzeczy dopiero się uczymy. Ciągle się czegoś nowego uczymy, jesteśmy ogromnie ciekawe! Można sobie zapisywać sprawy do zapamiętania, choćby na serwetce, radzimy sobie z tym. Owszem, różnimy się trochę, każda lubi coś innego. Tak, zawsze jesteśmy razem – nie, nie skarżymy się, przecież my uwielbiamy towarzystwo! Kim byśmy były bez miłej kompanii? Komu każda z nas przekazywałaby to, czego się dowie? Jednak masz rację, raczej nie nawiązujemy trwałych relacji… ale za to mamy naprawdę wielu znajomych! Właściwie, kogo spotkamy, to brat łata! – obie roześmiały się perliście.
Te dziewczyny zadziwiają tym gadaniem. Chciałem je zapytać o…
– Miłość? Zwariowałeś chyba! Seks tak, ale wiesz, łatwo się nudzimy, dlatego zmieniamy obiekty naszego zainteresowania. A może masz chęć na mały trójkącik? Ale ciiii, nie mów nikomu! Oj, właściwie same jutro opowiemy koleżankom, jak było! Coś taki zdziwiony? Przecież żartowałyśmy! Pogadać sobie nie można? Tak naprawdę, to i tak z seksu byłyby nici, bo my po prostu jesteśmy zbyt zajęte myślami i rozmową… nie mamy czasu, wszędzie nas pełno, jesteśmy takie zajęte! Mogłybyśmy przegadać cały czas!

– Słuchajcie, chętnie pożyczyłbym od was samochód, jest taka możliwość?
– Nie, nie ma, bo nie mamy samochodu! Po co nam, nigdzie daleko nie jeździmy przecież. Jak już musimy gdzieś jechać, to na rowerze. Poza tym lubimy spacerować, ale niezbyt daleko. Po co się męczyć i daleko chodzić, skoro koło domu mamy wszystko, co potrzeba, sklepy, pocztę i tak dalej? Nie robimy zwykle dużych zakupów, tylko drobne sprawunki, więc nie musimy ich wozić. I ważne, żeby było tanio! Słuchaj, nie wyobrażasz sobie ile człowiek się dowiaduje w osiedlowym sklepiku!

– Dziewczęta, pamiętacie – mówiłyście mi przez telefon o pewnej książce…
– Ach, racja, na śmierć zapomniałyśmy! Miałeś ją przekazać komuś. Gdzie ona jest? Była gdzieś tu, na tej kupce z papierami! – obydwie w jakiś zupełnie niezorganizowany, chaotyczny sposób zaczęły przeglądać szpargały, całkiem na chybił trafił. Jak one się w tym wszystkim odnajdowały? Najwyraźniej jednak całkiem nieźle, to chyba ich żywioł.
– A może ta książka wśród tych zapisków? Tak, masz rację, mnóstwo tu papierzysk, czasopism. Całe biurko jest nimi zawalone i wszędzie leżą. Myślisz, że nie widzimy twojej dezaprobaty? Kpij sobie, i tak guzik nas to obchodzi. Oto i jest nasza zguba! – wręczyły mi niewielki tomik.
– Nie, moje drogie, tylko się zastanawiam, jak wy to ogarniacie… – próbowałem się bronić, bo rzeczywiście minę miałem nietęgą, a moje miłe gospodynie nie zasłużyły na dezaprobatę, po prostu takie są, takimi je trzeba akceptować i już!

– Jak? Cóż… zwyczajnie to ogarniamy! Dla nas to jest przecież naturalne środowisko. Może się zdziwisz, ale nie jesteśmy materialistkami, dlatego jest u nas tak skromnie. Nie potrzebujemy wielu wygód, a jak coś kupujemy, to musi być tanie. Im tańsze, tym lepsze! Dla nas najważniejsze są kontakty i komunikacja, a nie posiadanie, nawet informacji, bo te po prostu puszczamy dalej w świat, jak wszystko! Chyba, że chodzi o książki i czasopisma. Oj, znów się rozgadałyśmy! Znów mówiłyśmy jedna przez drugą? Niewiele rozumiesz z tego co mówimy? Zagadałyśmy cię?
– Jak przekupy na targu – roześmiałem się.
– Też coś! Ale tam! Kto by się przejmował i obrażał o takie głupstwa, to nie nasz styl! Wiesz, musimy lecieć, nie,

żebyśmy się już znudziły tą pogawędką, choć w sumie już długo gadamy, ale jeszcze dziś trzeba zanieść artykuł do redakcji! Papa!

I już myślałem, że tyle je widziałem, kiedy jedna z nich cofnęła się i rzuciła szybko:

– Acha, zdawało mi się, czy pytałeś jaki jest nasz ulubiony kolor? Niebieski, ale jasny!

Teraz naprawdę wyfrunęły, jak dwa rozszczebiotane wróbelki. Trochę rozbolała mnie od ich paplaniny głowa, ale bardzo je lubię, pomimo ich nieprzewidywalności. Pomyślałem, że po tej zwariowanej wizycie pójdę dalej. Zastanowiłem się kogo by tu odwiedzić i wybór padł na panią Rak.

******

Kolejne odcinki już wkrótce – o Raku dziś, bo  się Byk zasiedział i dziś Bliźnięta szybko jak tchnienie wiatru załapują się  niemal na ostatnie minuty  panowania swojego  znaku, natomiast Rak wkracza w pełnej krasie!
Co to oznacza? Przesilenie letnie!
Kochani -Niech się  Wam darzy dobrobyt i dobrostan!

 

Poprzednie odcinki znajdziecie tutaj:

Wprowadzenie

Baran

Byk

Miłego czytania!

Zodiak w alkowie – Byk

Zodiak w alkowie – Byk

BYK

Wartość sztuki w wygodzie podziwia.

Karmi zmysły.

Po co się spieszyć?

(haiku)

Minąłem przedmieścia, jakiś czas wędrowałem wśród zieleni łąk i lasów. Rozkoszowałem się widokami, podmuchami wiatru, słońcem grzejącym moją skórę. Wdychałem zapach traw. Wreszcie dotarłem do pięknego domu. Zmęczony wędrówką o tworzyłem furtkę – dom był ogrodzony. Z gustownie utrzymanego ogrodu wyszła mi  naprzeciw piękna kobieta.

– Nareszcie jesteś! Słyszałam, że przyjdziesz. Czekałam! – uśmiechnęła się uśmiechem osoby zadowolonej z życia – To dobrze, ja tak  nie lubię być sama. Lubię mieć partnera, wiesz? – Byłem zauroczony jej figurą, niezwykle kobiecą. Zauważyła to i bez skrępowania rzekła:

– Widzę, że przyglądasz mi się… Tak, lubię obfitość we wszystkim – zmysłowo przeciągnęła dłońmi po swojej kibici od piersi, wzdłuż talii aż do bioder, aż zrobiło mi się ciepło na ten widok – Owszem, kształty mam obfite, ale przecież biodra i piersi muszą być zaokrąglone, miękkie w dotyku, jędrne… – mówiła, a ja słuchałem jej czarującego, śpiewnego głosu – może i są wynikiem dobrego jadła, ale przecież trzeba dobrze zjeść i wypić czasem coś konkretnego. O, właśnie! Może masz na coś ochotę? Jesteś zdrożony, musisz nabrać sił. Najedzony człowiek jest spokojny i zadowolony, a kieliszek wina tylko poprawia trawienie, kiedy się zje za dużo lub pobudza apetyt… rozpala też zmysły i ochotę na seks… wolisz czerwone czy białe? – na stoliku stały już przygotowane karafki i dwa kieliszki.

– Dziękuję, może być… – już trzymałem kieliszek w ręku.

– To wino jest wprost wyborne. Och, ja tak lubię tak się delektować, powoli kontemplować smak… wszystkiego. Czujesz ten bukiet? – kontynuowała moja gospodyni. Spacerowaliśmy nieśpiesznie po ogrodzie. – Wszystko lubię robić powoli, pośpiech wprowadza zamieszanie, łatwo o pomyłki, a to jest niepotrzebne. Jest niewskazany! Wiesz, podoba mi się ten rudzielec, zwą go Baran, gorący jest i jest na co popatrzeć, ale on się zawsze śpieszy, ze wszystkim, w seksie też – tylko trzy ruchy i po wszystkim, a ja lubię długo, powoli i namiętnie… I w spokoju. Całkowitym. Ty też mi się podobasz… jesteś miły dla oka. – bez żenady pani Byk robiła mi awanse i widać, że czerpała z tego przyjemność. Zresztą od pierwszej chwili miałem wrażenie, jakbym był jej własnością. Nie było to niemiłe, ale zastanawiałem się, co by było gdybym chciał się stąd zerwać. Na razie jednak byłem zbyt zmęczony, było tak przyjemnie, a gospodyni zajmowała się mną i moją wygodą. Odpowiadało mi to.

Pani Byk przystanęła i wciągnęła w nozdrza powietrze.

– Czujesz? To pachnie skoszona trawa. Ależ ja uwielbiam ten zapach! Mogłabym leżeć całymi dniami na miękkiej ziemi i podziwiać. Co? – zerknęła na mnie –  Przyrodę. Te wszystkie łąki wokół mnie. Spójrz, jakie one są zielone, takie soczyste, żyzne… szmaragdowa zieleń łąki, to najpiękniejszy kolor, jaki stworzyła Natura, nie sądzisz? – bez słowa pokiwałem głową zasłuchany w jej śpiewną mowę i faktycznie zauroczony okolicą – Choć inne też są piękne,  zdecydowanie zieleń jest najwspanialsza.

Nie zauważyłem  nawet, jak przeszliśmy do sadu. Moja towarzyszka z dumą prezentowała mi okolicę.

– Taaa, to moja ziemia. Dotknij ją, prawda, że tłusta? Nic dziwnego, że rodzi tak wspaniałe owoce, jak na tych drzewach, co widzisz. Wszystko to otoczone tym solidnym ogrodzeniem, jest moje. Dużo tego, prawda? To bardzo ważne, żeby posiadłość była ogrodzona, żeby inni wiedzieli, co do ciebie należy. Cóż, lubię podziwiać to, co mam, w końcu żyję po to, by mieć i cieszyć się tym, więc czegóż się wstydzić? A widziałeś te krowy? Dorodne, nieprawdaż?

– W życiu nie widziałem tak  dobrze odkarmionego stada, widać, że jest bardzo zadbane. To wspaniała wizytówka dla właściciela! – gospodyni aż się zarumieniła z radości:

– Twoje pochwały dla tego, co do mnie należy, to balsam dla moich uszu… może troszkę zazdrościsz? Przyznaj się… chodź,  pójdziemy do domu. Widzę, że przyglądasz się, jak kołyszę biodrami, kiedy idę, ładny widok, co? – fakt, nie mogłem oderwać oczu od jej zmysłowych bioder, kiedy tak szła przede mną – Chude kobiety nie wyglądają tak ponętnie, czyż nie? A oto mój dom! Wygląda przytulnie i komfortowo, prawda?  Och, drzwi oczywiście dębowe, ręczna robota, zobacz, jakie mają solidne okucia. Wszystko musi być solidne! Ale to jeszcze nic! Zobaczysz, co jest w środku! Mam bardzo dobry gust i pieniądze, więc stać mnie na naprawdę świetne  rzeczy.

Weszliśmy do rzeczywiście niezwykle dyskretnie i gustownie urządzonego mieszkania. Wokoło było znać dobrą rękę gospodyni. Widać też, że zna się na sztuce.

– Tak, ta rzeźba jest dziełem tego znanego artysty pana X. Jest jednym z moich najbliższych przyjaciół. Wydaję dziś wieczorem proszoną kolację, oczywiście zostaniesz – będzie tylko kilku gości, stali bywalcy, ten artysta też… zapewniam cię, że moje kolacje przeciągają się długo w noc… zostaniesz potem. – nie śmiałem nawet oponować, zresztą któżby się oparł takiej propozycji? –  U mnie zjesz lepiej, niż w najlepszej restauracji. Lubię biesiadować – cieszyć się dobrym jedzeniem i towarzystwem, spokojnie, kulturalnie, w komfortowym otoczeniu. Mam z tego dużo przyjemności. Jemy głównie to rośnie w ogrodzie, mięsa i też są dobrej jakości. Wędliny naszej produkcji, smakują wybornie! Stół porządny bardzo… zobacz, jak dobrze się przy nim siedzi. Duży? Musi być miejsce na wszystko, żeby nie trzeba było wstawać w trakcie posiłków. Nie sądzisz, że krzesła są wygodne? Widzę, że zainteresowały cię obrazy… przyjrzyj się, to naprawdę świetne płótna! To moje inwestycje! Wiem, że może mają zbyt ciężkie ramy, ale ja takie lubię, tak, to jest właśnie to! – gospodyni gładziła swoje cacka miękkimi dłońmi. Widać było, że sprawia jej to niezwykle dużo przyjemności. Powiedziałem to na głos, a ona odpowiedziała:

– Oczywiście! Lubię siedzieć w wygodnym fotelu, sączyć dobrego drinka, cieszyć oczy tymi wszystkimi dziełami, a uszy dźwiękami muzyki operowej płynącej z… o, właśnie, z tych głośników! Mają bajeczny dźwięk, wysokiej jakości – wlewa się miękko w uszy i rozpływa po duszy. Wiesz, to bardzo ważne, czym się otaczasz, jakie jest twoje otoczenie i jakie docierają do ciebie dźwięki. Sztuka i muzyka łagodzi przecież obyczaje, jak to mówią.  Ma sprawiać rozkosz! A operę wprost uwielbiam! Operę, teatr!

Wiedziałem o tym, zresztą moja gospodyni słynie z pięknego głosu i ogromnego talentu wokalnego, jest znaną śpiewaczką operową.

– A czym moja szanowna gospodyni podróżuje? – zapytałem uprzejmie.

– Pytasz czy mam auto. Oczywiście, że je posiadam. Przecież nie będę  nigdzie chodzić na piechotę. szczerze mówiąc jestem  na to… za leniwa. Musi być bardzo solidne. Oczywiście nie jest zbyt szybkie, w końcu ja się nie spieszę. To takie przyjemne jechać spokojnie i podziwiać widoki! Zrobimy potem przejażdżkę po okolicy, zobaczysz, jakie to auto jest wygodne, a te skórzane siedzenia! Bajka! Nie będziesz chciał z nich wstać! Sprzęt muzyczny w aucie też jest świetny.

Gospodyni pokazywała mi różne części domu, aż przeszliśmy do kobiecej alkowy. Na środku prezentowało się ogromne łóżko, wyściełane miękkimi poduszkami.

– Oto sypialnia – pani Byk spojrzała na mnie długim, wilgotnym  spojrzeniem spod ciężkiej firanki rzęs. Intencja była oczywista. – Naturalnie służy nie tylko do spania… Usiądź, wypróbuj to łóżko. Przekonaj się, jakie jest wygodne – nieprawdaż? Och, masz takie miękkie dłonie, cudowne… czy… nie jesteś aby  masażystą? Uwielbiam masaże… – przysunęła się bliżej, wzięła moje ręce w swoje i położyła  na swoich cudownie okrągłych, jędrnych i ponętnych pośladkach. Przybliżyła swoją twarz ku mojej, delikatnie pocierając mój policzek swoim –  pięknie też pachniesz… i jesteś tak cudownie gładko ogolony… upajam się twoim dotykiem, bliskością…  Mmmmm, twoje towarzystwo to rozkosz dla moich zmysłów… bardzo potrzebuję partnera, najlepiej na zawsze… tylko pamiętaj, nie spiesz się za bardzo… do kolacji mamy dużo czasu… teraz jesteś mój… mój…

c.d.n. za miesiąc 😉

Tak oto kończy się wizyta  naszego bohatera u zmysłowej Pani Byk 😉

Aby przeczytać początek „Zodiaku w alkowie” kliknij tutaj . Natomiast o Baranie przeczytasz tutaj.

Jeśli interesuje Cię zakup ilustracji (reprodukcji – wszystkie ilustracje są mojego autorstwa) – skontaktuj się ze mną poprzez formularz w zakładce KONTAKT.

Moze też sprawdzisz ile w Tobie jest z Byka? Zachęcam do odwiedzenia mojego SKLEPU

Nasycisz oczy kolorami, teksturą, może spodobaja Ci się moje AKTY albo malowane przeze mnie JEDWABie, lub malowane unikatowe MEBELKI, na tomiast LAMPIONY wniosą dużo uroku za dnia i wieczorową zmysłową porą… słuchając RELAKSACYJNEJ PŁYTY

Życzę przyjemności <3

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.