20160403_133335Ludzie pomstują na fejsbuka. Że zabiera czas, że życie wirtualne jest dla nas ważniejsze od prawdziwego itede itepe. I tak, to są fakty, taki znak czasów, co nie znaczy, że należy przyjmować to bezkrytycznie, oczywiście. Ale proch, wymyślony przez Chińczyków też jest wykorzystywany do zabijania ludzi, a przecież pierwotnie miał przynosić radość (i nadal to robi, ku uciesze ludzi i frustracji zwierząt – zostawmy jednak temat na inny felieton) tak jak rzeczony portal miał kontaktować między sobą ludzi. Podobnie jest z całym mnóstwem innych wynalazków. I fejsbuk, czy (prawidłowo) Facebook, też ma dwie strony medalu. Jak wszystko – bo wszystko ma swój Cień i Jasną Stronę. Teraz zależy, jak go używamy…

Nie będę twierdzić, że to robię, ale staram się używać fejsbuka mądrze. I chyba mi się to udaje, przynajmniej trochę! Otóż, dzięki fejsbukowi mam kontakt z ludźmi, z którymi pewnie by się on urwał, albo odnajdujemy się ze starymi przyjaciółmi. Możemy ze znajomymi w prosty sposób przekazywać sobie informacje, dyskutować. To wszystko mnie osobiście bardzo cieszy, bo mogę BYĆ w kontakcie. Po prostu i niezobowiązująco. Traktuję fejsbuk jako kawiarnię, w dodatku taką, w której pojawiają się osoby z bardzo różnych środowisk i często bardzo odległych. W której wymieniamy się wszyscy informacjami, ideami, pomysłami, poznajemy się  nawzajem  z mniej lub bardziej  nas interesującymi ludźmi. I teraz dochodzę do clue tej wypowiedzi: otóż dzięki fejsbukowi poznałam co najmniej kilka osób, osobowości, których prawdopodobnie nigdy bym  nie spotkała w tzw. realu! Albo musiałabym się mocno natrudzić, żeby je poznać… Więcej! Utrzymujemy z niektórymi kontakt!

Jedną z takich osób jest Tadeusz Oszubski. Literat. Do niedawna z ogromną ochotą i zainteresowaniem czytywałam jego artykuły np. w „Nieznanym Świecie” czy w „Czwartym Wymiarze”. Czekałam na nie i witałam z okrzykami radości. Jest tropicielem tajemnic, zjawisk niewyjaśnionych, publicystą z zacięciem detektywistycznym, a mnie to kręci – jego artykuły są niebanalne, ciekawie skonstruowane i oczywiście ich tematyka jest pasjonująca.

Już nie pamiętam jak to było… czy to fejsbukowe algorytmy, czy jak… nie umiem do tego dojść, gdzieś  na jakiejś rozmowie się spotkaliśmy przypadkiem chyba. I od słowa do słowa „staliśmy się znajomymi”, co owocuje czasem jakąś sympatyczną wymianą uprzejmości. Dzięki tym algorytmom odkryłam jednak, ze Tadeusz pisze nie tylko fantastyczne artykuły, ale jest autorem kilku książek o tajemniczych zjawiskach (pomimo, że miałam tę informację gdzieś z tyłu głowy). Prawdziwą rewelacją jednak było dla mnie odkrycie, ze pan Oszubski popełnił kilka zbrodni i morderstw! Na papierze oczywiście – co oznacza, że jest autorem kryminałów! Do tego nagradzanym! A ja… ja jestem miłośniczką kryminałów! Zaznaczam, że dobrych, a dla mnie dobry kryminał zawiera zbrodnię niecodzienną, ciekawe charaktery postaci i musi trzymać w napięciu. Najlepiej w taki sposób, żebym razem z tropicielem z książki szukała mordercy i zastanawiała się nad motywacją postępowania ludzi. Udałam się więc któregoś dnia do księgarni i nabyłam „Miłość”, po czym nie zwlekając przystąpiłam do lektury.

I wiecie co zrobiłam? Popełniłam straszna fopę, pewnie niejedną, ale ta jest karygodna! Napisałam Tadeuszowi, że przeczytałam „Miłość”. I tyle. Nic więcej. Ani mru mru na ten temat, woda w usta, a to przecież niedopuszczalne. Karygodne. Wstyd, wstyd, wstyd!  Po łapkach! Po prostu zbrodnia! Wygląda na to, że się wpisałam w temat… niechlubnie. A autora dobrego kryminału trzeba docenić przecież, co niniejszym czynię i mam nadzieję, że się choć odrobinę zrehabilituję. Każdy twórca – co powtarzam do znudzenia – każdy artysta, nieważne czy to pisarz, aktor, stolarz czy szewc potrzebuje słów uznania! Jakichkolwiek słów, ale głównie uznania, milczenie może zostać odczytane jako niezbyt pochlebna krytyka. I ja – artystka rozpowszechniająca wiedzę o wrażliwości artystów i ich potrzebie dopieszczenia – milczałam! A przecież  książka bardzo mi się spodobała!  Oczami wyobraźni widziałam już  film – bo myślę obrazami – i Marka Kondrata w roli głównej, gdyż główny bohater skojarzył mi się z Halskim granym przez niego w serialu z lat 90-ch pt. „Ekstradycja”. Pasjami oglądałam ten serial, bardzo dobry był!  No i Kondrat jest restauratorem,  jak główny bohater niniejszej powieści, haha, zna się  na branży! A tak na serio, podobały mi się i fabuła i postacie, czytelnik „widzi” wydarzenia ich oczami, słyszy ich myśli, marzenia, plany, wspomnienia… Czytałam z zainteresowaniem, a nawet z wypiekami  na twarzy! Ale cóż, to samo życie jest, naga (nomen omen) prawda sama, do tego widziana męskim okiem. Dotyczy to w szczególności soczystych scen erotycznych! Bardzo życiowych… Żadne kizi mizi, po prostu seks w czystej postaci. Żadne czułości – męskie pożądanie, męskie pragnienia. Polecam te sceny kobietom, które chciałyby się dowiedzieć, o czym mężczyźni myślą, kiedy na nas patrzą. Erotyzm  na wysokim poziomie, ale absolutnie nie słodki. Raczej taki, o jakim w skrytości ducha większość z nas marzy i pragnie. Narracja książki jest wartka, nie ma dłużyzn, a zainteresowanie czytelnika jest wciąż utrzymywane. Ciekawe i spójne portrety bohaterów, budzących sympatię, bądź antypatię. Ich myśli czarne… można się z niektórymi zidentyfikować. I ta miłość  na śmierć i życie! Kto jaką miłość wybrał? W jaki sposób? Jak zdobywamy to, czego pragniemy? Czy doceniamy lub inaczej – jak oceniamy ludzi, których  mamy wokół siebie? Co dla kogo oznacza miłość? Co siedzi w głowie mordercy i tropiciela? W ogóle co siedzi w naszych głowach,  jakie mamy mocne strony, słabości, wyobrażenia na temat nas samych? Te z których zdajemy sobie sprawę i nie… I jedna z ważniejszych rzeczy – czy wiemy dokąd nas skierują pozornie błahe wydarzenia w naszym życiu? Gdzie nas zaprowadzą pokrętne ścieżki Losu, który zawraca i robi pętle… i czy zbrodnia zostanie odkryta, a morderca poniesie karę? Czułam się zaciekawiona, co będzie dalej i co się z kim stanie. Szybko skonsumowałam tę „Miłość”.  Zachłannie ją pochłonęłam w jeden wieczór i noc zarwaną, ale nie straconą. A potem napisałam o tym Tadeuszowi i…

Już dałam sobie po łapkach. Skarciłam się i mam nadzieję, że powyższe słowa autora „Miłości”(który, mam  nadzieję nie obraził się  na mnie) mile połechcą. Szczególnie, ze to nie jest czcza pisanina z mojej strony, lecz szczera wypowiedź. Jakby mi się nie podobało – nic bym  nie napisała. Ani słowa.

Czytajcie naszą rodzimą literaturę, może nie jest tak wypromowana, jak zagraniczna, ale mamy naprawdę wielu naprawdę interesujacych pisarzy! Przeczytajcie „Miłość” i także inne  publikacje Tadeusza Oszubskiego, naprawdę warto, bo to bardzo dobry literat! I zaszczytem dla mnie jest mieć tak poczytnego autora  i przede wszystkim interesującego człowieka wśród znajomych na społecznościowym portalu! Fejsbuczku, mam do Ciebie wiele zażaleń, ale też dużo wdzięczności! Bilans się zatem wyrównuje.

 

 

 

Teksty i grafiki na stronie www.magdalenapfeiferarts.com są mojego autorstwa, za wyjątkiem sytuacji gdy podany jest inny autor lub zagraniczne źródło. Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich, jeśli spodobał Ci się któryś z nich, możesz go umieścić na swojej stronie/blogu/forum  z podaniem autora (Magdalena Pfeifer) i podlinkowanego źródła. Podobnie jeżeli chcesz korzystać z zamieszczonych przeze mnie zdjęć autorstwa Gabrieli Miętki oraz innych fotografów..

 

 

UWAGA! Link nie może mieć atrybutu nofollow ani żadnych przekierowań. Jeśli chcesz skorzystać z mojego artykułu, wstaw pod nim link pozycjonujący.

Jeżeli chcesz nawiązać współpracę, regularnie publikować moje teksty czy grafiki lub też skorzystać z nich w inny sposób niż publikacja w internecie – proszę o kontakt mailowy:

mp[at]magdalenapfeiferarts.com

Serdeczności –

Magdalena Pfeifer

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.